piątek, 10 kwietnia 2015
Indie, kraj kontrastów cz.1

Indie fascynowały mnie już długi czas. Patrząc na obraz Tadż Mahal przypominał mi się pałac z bajki Aladyna i myślami zawsze wracałam do tej bajki z dzieciństwa.

Znalezienie kompana podróży było trochę trudno, ale dzięki takim stronom jak olneo.pl wszystko jest możliwe.

 Pozostała tylko rezerwacja no i odliczanie. Zapisałyśmy się pół roku wcześniej, więc w trakcie tego czasu trochę zapomniałam o tym, że już w marcu miałam wyruszyć w podróż.

Indie znałam tylko z telewizji, wiedziałam, że bieda, że brudno, wiedziałam że święte krowy, że szczury, ale zobaczyć to na żywo, coś co widziało się tylko na ekranie i doświadczyć tego jest najlepszym uczuciem, które znają wszyscy co podróżują.

Dopiero pod koniec lutego zaczęłam przeglądać program i sprawdzać gdzie tak na prawdę miałam się udać.

 

Qatar-Delhi-Indie-Krowy-Tadż Mahal...

 

Później 3h do Delhi i już lądujemy na lotnisku w stolicy kontrastów.

Godzina wylotu dopasowała się idealnie do mojego połączenia z Warszawa. Na dworcu centralnym byłam ok 13, a wylot był o 15- idealnie.

Już tam spotkałam się z A, z którą spędziłam kolejne 10dni w upale i zimnie, w burzy, deszczu i suszy.

Cała podróż samolotem przebiegła długo i męcząco. 6h lotu do Kataru było dla mnie mordęgą miło linii lotniczych, które są na prawdę na wysokim poziomie (chyba wyszłam z prawy).


Przywitał nas chłód. 6:00 rano. Różnica czasowa z Polską ok 5h.

Do hotelu, 2h snu i zwiedzanie, nie ma, że boli.

Udaliśmy się na Old Delhi, gdzie czas zatrzymał się dużo lat wstecz. Hałas przeokropny, cały czas trąbią (co nie jest oznaką zdenerwowania, po prostu informują, że zbliżają się do innego pojazdu lub że chcą wyprzedzać).

Stare Delhi nazwane jest także SZAHADŻAHANABADEM. Ale wymówienie tej nazwy i zapamiętanie jej- tylko dla nie licznych.

Tak więc Szaha...bad podobało mi się niesamowicie, mimo, panował totalny chałos. Śmieci na ulicach to norma, Hindusi wyrzucają je "bo przecież krowa zje". Auta wszystkie poobijane, uliczki wąskie, korki straszne, Delhi ma chyba tylko jedną obwodnice ( w porównaniu do Chin, Pekin ma ok 6).

Przejechaliśmy się rikszą po najwęższych uliczkach, pooglądaliśmy jak wygląda stare Delhi od wewnątrz.


Atrakcją byliśmy dla nich niesamowitą, ale podchodzili do nas bardzo uprzejmie, uśmiechali się, machali, pytali o zdjęcie z nami, wszystko bardzo grzecznie.Na starym Delhi znajdował się Jama Masjid czyli meczet piątkowy,największy Meczet w Indiach. Tam musiałyśmy być zakryte tak więc na wejściu dali nam "babcine" fartuchy.Na starym Delhi znajdował się Jama Masjid czyli meczet piątkowy,największy Meczet w Indiach. Tam musiałyśmy być zakryte tak więc na wejściu dali nam "babcine" fartuchy.


Tak po zwiedzaniu i skorzystaniu z "toalety". Właśnie apropos toalet...oczywiście wszystkie "na małysza" czyli dziura w ziemi. Stan toalet był okropny:) Teraz się z tego śmieje, ale wcześniej do śmiechu nie było:)

Jama Masjiid to nic w porównaniu do Kompleksu Świątyń Akshardham. Coś pięknego! Coś cudownego! Coś o czym nie miałam wcześniej pojęcia. Magia!Jedyny mankament nie można było wnosić na teren świątyń aparatów więc to co zobaczyłam zostanie tylko i wyłącznie w mojej wyobraźni.

Świątynia zbudowana z marmuru i czerwonego piaskowca. Wybudowana została w ciągu 5lat!

 

Po bardzo wyczerpującym dniu, nie przespanej nocy, długiej podróży i zwiedzaniu, zasnęłyśmy w ciągu kilku sekund.

 

Życie......pokazane było w różnych salach, zaczęło się od filmu, później każda sala to fragment jego życia. Były to figury które się ruszały a w trakcie był podstawiony głos. Bardzo mi się podobało. Sal było bardzo dużo, spędziliśmy tam ok1h. Gdy wyszliśmy było już ciemno a świątynia podświetlona wyglądała jak ze złota. Wszyscy zgromadzili się w okół wody, gdzie o 19:00 rozpoczął się pokaz świateł. To nie był zwykły pokaz, ale na świątyni wyświetlana była cała historia wraz z głosem. Opowiadała o Boga, m.in Bóg słońca, wiatru, wody, dzieci, które grali aktorzy. Chodziło o to iż dzieci igrają z Bogami, traktują ich moc jak zabawę a Bogowie strasznie się denerwowali, że dzieci nie traktują ich poważnie. Bardzo fajna historia. Jaka szkoda, że nie mam żadnego zdjęcia. To miejsce było magiczne!

Wieczorem wróciliśmy do hotelu, kolacja i spać bo kolejny dzień to kolejne doświadczenia.

 

Na drugi dzień, mimo odespania paru godzin, zmiana czasu dawała w kość. Pojechaliśmy tym razem na Nowe Delhi.  Zwiedzaliśmy Raj Gath miejsca kremacji Mahatmy Gandhiego.

Nowe Delhi zostało wybudowane na początku XX w. przez Brytyjczyków, jako centrum administracyjne kolonialnych Indii. Zobaczyliśmy także Rashtrapati Bhavan (Pałac Wicekróla)  oraz Bramę Indii, stanowiącą łuk triumfalny. Ta część miasta choć bardziej nowoczesna od części Old, nie urzekła mnie w takim stopniu jak stara część, nie czułam "indii". W ten dzień jako ostatni dzień w Delhi zobaczyliśmy także grobowiec Humayuna. ( w Indiach chyba wszystkie ładne budowle to grobowce). Ten grobowiec uważany jest za pierwowzór Tadz Mahal.


23:19, patilove89 , Indie
Link Dodaj komentarz »
Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę