niedziela, 31 lipca 2016
Vegas...miasto grzechu. cz.2

***

***

 

W Vegas kwaterujemy się w przyjemnym hotelu z wielkim kasynem Silver Seven.

Czego spodziewać się po mieście, które nigdy nie śpi? (Tu przypomniał mi się film Kac Vegas).

Las Vegas dzieli się na dwie strefy rozrywki :) Downtown (stare Vegas) i Nowe Vegas(deptak z licznymi rozrywkami).

Sceptycznie nastawione do tej części miasta, zaczęłyśmy od Downtown.

Cóż, moja mina już po 5 minutach przebywania w tym miejscu, mówiła sama za siebie.

Co tam się działo!! Ludzie, muzyka na żywo, atrakcje, kasyna. Nie wiem jak to się stało ale w jednej chwili całe zmęczenie uszło w zapomnienie, miałyśmy tyle energii, chciało się śpiewać, skakać, tańczyć. Po prostu niesamowite miejsce, zrobiło na mnie (na nas) duże wrażenie.


Downtown

***

Chciałam tam zostać i tańczyć całą noc, niestety M. Źle się poczuła i wróciłyśmy do hotelu.

 

Drugi dzień był trochę spokojniejszy, z racji temperatur, które tam panowały, w dzień absolutnie nie dało się gdziekolwiek wyjść więc czas spędziłyśmy leżąc nad basenem lub w kasynie. Niestety po licznych próbach nie udało nam się wygrać więcej niż 2$.


***

Wieczorem mieliśmy odwiedzić Nowe Vegas. Pojechaliśmy tam już późnym popołudniem, gdy słońce chowało się za hotelami. I muszę powiedzieć, że się rozczarowałam. Po prostu w porównaniu do starej części miasta, wypadało nieco słabo, dlaczego? Nowe Vegas to ulica z licznymi hotelami, knajpkami, ulicznymi artystami, ale wszystko rozciągnięte jest na parę kilometrów, natomiast w downtown wszystko jest w jednym miejscu, wpuszczane jest świerze, chłodne powietrze, wszystko znajduję się pod „dachem”, który również stanowi telebim.

W tą część miasta mieliśmy wrócić późnym wieczorem, ponieważ na 21:00 miałyśmy zaplanowaną specjalną, nieplanowaną atrakcję.

Atrakcje, która wydobyła pierwszy raz w tej podróży łzy w moich oczach.

Lot helikopterem nad Vegas...

Na lotnisko przybyłyśmy ok 20min wcześniej, pytali nas o wagę aby właściwie rozplanować nasze miejsca w helikopterze. Ja z M. Siedziałyśmy obok pilota, a A.siedziała za nami.

Gdy wsiadłyśmy do helikoptera, nałożyłyśmy słuchawki na uszy, pilot kazał zapiać pasy.

Śmigło zaczęło się kręcić i powoli maszyna oderwała się od ziemi. Poczułam stan nieważkości, zawisnęłyśmy w powietrzu. Po paru sekundach uniósł się w górę, a przed nami ukazała się nocna panorama Vegas. Coś pięknego! Łzy zakręciły mi się w oczach! Jak pięknie! Pierwszy lot helikopterem i to w takim miejscu. Nie mogłam się napatrzeć, światła lamp, telebimów, hoteli mieniły się różnymi barwami, pilot pokazywał nam różne atrakcje z góry. To było jak sen, sen, o który się spełnił.


***

***

Po tych przeżyciach nie tylko ja nie mogłam dojść do siebie, dziewczyny także były zachwycone. Pojechałyśmy jeszcze raz na Nowe Vegas aby raz jeszcze przejść się tą ulicą, byłam zmęczona, bolały mnie nogi i oczy same się zamykały, za dużo wrażeń.


Nowe Vegas

***

Wróciłyśmy do hotelu, przed nami ostatni dzień w Vegas, i stwierdziłyśmy jednogłośnie, że wracamy na downtown, tam gdzie jest magia.


***

Następnego dnia, to co poprzedniego-basen, na dworze 45st, przy basenie tak gorąco, że parzy dosłownie wszystko, leżak, klapki a nawet ręcznik. Po południu był w planach wjazd na wieżą w Vegas Stratosfere, ale zostałyśmy ją zamkniętą z powodu złej pogody. Dzielnie czekamy do wieczora i wracamy w najlepszą część miasta.

I znów niesamowita energia, taniec, śpiewy-istne szaleństwo! Następnego dnia pakujemy się i żegnamy się z Vegas. Jedziemy do Doliny Śmierci.

 

Krótkie podsumowanie Vegas, miasto niesamowite, tętniące życiem, ale nie oszukujmy się bez dużej gotówki nie ma co zostawać w Vegas na dłużej niż 3 dni, wieczna impreza, kiedyś się nudzi, i choć nie żałuję tych 3 dni w Vegas, było dużo do zobaczenia i dużo do robienia, jednak, cieszyłam się, że jedziemy dalej, bo tyle jeszcze przed nami :)

21:46, patilove89 , USA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lipca 2016
Amerykański sen cz.1

My trzy i Ameryka. 21 dni Los Angeles, Las Vegas, San Francisco, Hawaje, Nowy York.

 

Dzień 1 Los Angeles, miasto aniołów.

 

Po 12-godzinnym locie z Monachium do L.A, byłyśmy wykończone. Przywitało nas piękne słońce i wysoka temperatura.

9-cio godzinna różnica czasu sprawiała, że czułam się nie do końca komfortowo, ale halo jestem w L.A!

Na lotnisku długie kolejki do maszyn, które przypominały nasze polskie bankomaty, tam na monitorach trzeba było odpowiedzieć na pytania typu czy przewozi się żywność, owoce, warzywa, jeśli odpowie się, że nie a w bagażu znajdą choćby jedno jabłko zapłaci się karę. Później maszyna robi zdjęcie i idzie się do celników, którzy decydują czy wpuszczą Cię czy nie. Byli bardzo mili i nie zauważyłam aby komukolwiek robili jakiś problem.

Los Angeles jest miastem ogromnym, w centrum zdarzają się, że jest po 5 pasów, komunikacja jest bardzo słaba, więc każdy jeździ samochodem przez co robią się duże korki.

Zakwaterowaliśmy się w hotelu Inn Travel w dzielnicy meksykańskiej, toż to dopiero był Meksyk! Handel na ulicach, bezdomni śpiący w namiotach rozłożonych na środku chodnika.

Wieczorem wybraliśmy się na długi spacer a potem poszłyśmy spać, aby następnego dnia przywitać się z Ameryką.

 

 

Dzień 2 Universal Studio czyli wszystko w jednym.

 

Universal studio to jeden z większych parków rozrywki w tych rejonie, co tam się znajduje?

Prze najróżniejsze atrakcje, ogromne studio filmowe, świat Harrego Pottera, Jurassic Park, Transformers, Mimionki, Simsonowie, Shrek i wiele innych.

Najbardziej podobało nam się u Harrego. Wybudowany Hogwart robił wrażenie, ulice ze sklepami takie jak w filmie i główna atrakcja forbidden journey of Harry Potter, coś niesamowitego! Wsiadało się do kolejki, nakładało okulary 3D i wybierało się w magiczną podróż z Harrym. Po tej przejażdżce jestem pełna podziwu dla pomysłodawców tego projektu.Wszystko było tak dopracowane, że miało się wrażenie iż leci się na miotle razem z Harrym.

Park rozrywki jest bardzo duży, także aby zwiedzić wszystko trzeba zarezerwować sobie cały dzień. Niestety kolejki do atrakcji również są duże i gdzieniegdzie czeka się na atrakcje od 15 do 40 min.

Na drugim miejscu podobało mi się studio filmowe, gdzie autobusikiem jeździ się po obszarze zagospodarowanym pod plan filmowy, i tu katastrofy lotnicze, statków, rozwalone domy po trzęsieniu ziemi. Co jakiś czas wjeżdżało się do ciemnego magazynu, nakładało okulary 3D i odbywało się podróż filmową, ujęcia z planu Szybcy i wściekli, Godzilla, Kości. Ciężko to opisać ale naprawdę warto to zobaczyć.

Universal Studio to jedna z fajniejszych atrakcji w L.A.

***

 

studio filmowe

***

Hogwart

***

 

Dzień 3. Pożegnanie z L.A

 

W dzień trzeci wybraliśmy się do Hollywood, deptak z gwiazdami, liczni przebierańcy na ulicach, bardzo pozytywna atmosfera,na alei gwiazd znajdował się teatr chiński (miejsce rozdania Oskarów 2016), przyjechaliśmy również po ulicach Beverly Hill, dzielnica tych najbogatszych. Domy nie sprawiały jakiegoś dużego wrażenia, ale za to samochody na podjazdach tak.

***

Alan Kac Vegas

***

***

Ostatnim punktem tego dnia był napis Hollywood na wzgórzu. Staraliśmy się podjechać jak najbliżej aby pstryknąć kilka fotek.

 

W godzinach popołudniowych udaliśmy się w stronę miejscowości Laughlin do której zajechaliśmy wieczorem.

Powoli zmierzaliśmy w stronę parków narodowych. W chcieliśmy zobaczyć Grand Canyon, Bryce, Zion,Death Valley tzw. Dolinę śmierci oraz Antylope.

 

W miejscowości Laughlin, gdzie jedliśmy obiad(In&Out)

 

 

było tak gorąco, że oprócz basenu nie widziałyśmy nic. Upały w Egipcie to nic w porównaniu z temperaturą w tej okolicy.

Wieczorny relaks na basenie i w kasynach pozwolił nam naładować baterie na kolejne dni.

Dzień 4. From Nevada to Arizona. Czyli dziki zachód i Route 66.

 

Być w Stanach i nie przyjechać się historyczną Route 66 to jak byś w Rzymie i nie widzieć papieża.

Droga ta została otwarta 1926 r i wynosi aż 3939 km od Los Angeles po Chicago. Niestety nasz odcinek nie był aż taki długi. Po drodze zatrzymywaliśmy się aby uchwycić na zdjęciach liczne stacje benzynowe oraz sklepiki, które są częścią historii drogi. Miejsca niczym z westernów. Po drodze mijamy miejscowości Kingman i Selegma gdzie jedliśmy obiad. Nie pamiętam co ale na pewno był to fast food.


***

***

Nasza podróż odbywała się w stronę jednego z najpiękniejszych parków w USA, chodzi oczywiście o Wielki Kanion (Grand Canyon). Po drodze niestety utknęliśmy w korku na 2h z powodu pożaru aut przed nami. Z powodu wysokich temperatur pożary aut oraz pęknięte opony są często spotykane w tych rejonach.

 

 

Grand Canyon.

 

Do Wielkiego Kanionu dotarliśmy w godzinach popołudniowych. Nie jest to tylko jeden z najpiękniejszych parków ale również jeden z najstarszych a powierzchnia tego parku to aż 4 926,66 km² .

Po parku jeździ się autobusem, który zatrzymuje się w punktach widokowych,

pamiętam tą chwilę gdy zobaczyłam kanion, po raz pierwszy, zapiera dech w piersiach! Jego ogrom jest niesamowity i ta przestrzeń. Gdy widzi się taki cud natury, człowiek zastanawia się ile pięknych miejsc jest na świecie i ile się jeszcze nie widziało.

Jeździłyśmy autobusem co raz wysiadając na przystankach i robiąc zdjęcia, przez korek w którym straciliśmy dużo czasu, do zachodu słońca nie zostało nam więc za wiele. Spiesząc się, aby zobaczyć jak najwięcej nie było czasu na dłuższy postój, a szkoda.

Usiadłabym tam na skale, popatrzyła w tą przestrzeń i marzyła, marzyła o tym żeby zobaczyć jak najwięcej takich pięknych miejsc jak to.

Dzisiejszy nocleg w hotelu Super 8. Odpoczynek. Sen.

 

***

***

***

Dzień 5. Od meczu aż po Wallmarkt.

 

Dzień zaczęłyśmy od obejrzeniu meczu Polska-Szwajcaria, u nas 6:00 rano, w Polsce ok 15:00.

Jesteśmy w Arizonie, już sama nie wiem, która jest godzina, jemy amerykańskie śniadanie czyt. Gofry i tosty z dżemem przy czym kibicujemy naszym razem z Amerykanami, którzy przyłączyli się do oglądania.

Dzisiejszego dnia przekraczamy kolejny stan, jedziemy do Utah (ok 350km).

Po drodze zahaczamy o Horseshoe Brand w Page, przed moimi oczami wyłoniła się wspaniała podkowa, widok był niesamowity! Na dole widać było statki małe jak mróweczki.

Przed wejściem należy zaopatrzyć się w wodę, z powodu wysokim temperatur i gorącego piasku, należało by również mieć kryte obuwie.

W drodze powrotnej niestety nie czułam się za dobrze, wysoka temperatura przypominała o sobie i robiło się słabo, ale widok na podkowę i rzekę Kolorado był tego wart.

***

Następny punkt programu był długo przeze mnie wyczekiwany, o Kanionie Antylopy marzyłam od kąd obejrzałam teledysk Britney Spears to piosenki „I'm not a girl”. Przejście przez Kanion wymagało skutecznego przeciskania się przez różne skały. Niekiedy przejścia były naprawdę wąskie.

 

***

Kanion dzieli się na dwie części Kanion górny i dolny (Upper Antelope Canyon i Lower Antelope Canyon. My wybraliśmy się na mniej popularny i tańszy Lower. Po szlaku idzie się z przewodnikiem, który prowadzi i pokazuje ciekawe miejsca. Do Kanionu schodziło się w dół po schodach, obecność przewodnika jest obowiązkowa również dlatego, gdyż w razie deszczu, może on szybko ewakuować z niego ludzi.

W drodze do hotelu zatrzymaliśmy się w popularnych markecie Walmarkt i tam zrobiliśmy zakupy. Ceny w markecie nie były wygórowane, oczywiście jak ktoś przelicza dolary na złotówki to będzie drogo. W przeliczeniu ceny podobne do naszych ale w ich walucie.

Nocleg w hotelu Aikens w miejscowości Kanap w stanie Utah.

 

Dzień 6.

 

Wybieramy się do kolejnego stanu, jakim jest Nevada. Po drodze krótkie postoje przy Rad Canyon, zdjęcia, oraz dalsza podróż w stronę parków.

***

Tym razem odwiedzamy dwa znane w Stanach parki Bryce i Zion. Na pierwszych ogień poszedł park Bryce, który znajduje się 2500 m n.p.m. Park chrakteryzuję się różnymi formacjami skalnymi w różnych kolorach. Widoki piękne lecz w porównaniu do Grand Canyonu nie wypada tak rewelacyjnie.

***

Zatrzymujemy się w punktach widokowych, podziwiamy kolejny cud natury.

Park Zion natomiast różnił się od poprzedniego parku. Na terenie jego znajdują się liczne urwiska skalne, wodospady oraz rzeki.


Piękność parków totalnie mnie zachwycają, ciężko wyobrazić sobię, że natura stworzyła coś tak pięknego.

Po zwiedzeniu dwóch parków ruszamy w miejsce, na które wszystkie czekamy, miasto, które przez swoje atrakcje przeszło już do historii i miasto, które nigdy nie śpi.

 

Welcome to Vegas....

 

 

21:08, patilove89 , USA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2016
American Dream czyli jak spełniłam swoje marzenie.

                

                    

 

Od zawsze marzyłam o Stanach, co mnie powstrzymywało? Do swojej podróży marzeń chciałam się przygotować. Odkładałam ją tylko po to aby umocnić się w przekonaniu, że bardzo chcę tam jechać.

Czy w Ameryce jest na prawdę tak jak widzimy w telewizji? Co urzekło mnie, co pokochałam, a gdzie nie chce wracać.

Przez 21 dni była radość, był zachwyt, łzy szczęścia i rozczarowania.

Ogromny kraj, piękne parki narodowe, miasta oraz atrakcje, które są warte każdego wydanego dolara.

Nie załowałam na nic, bo nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek udam się w podróż z Harrym Potterem w Hollywood, polecę helikopterem nad Vegas, poleżę na plaży na Hawajach czy obejrze panoramę Nowego Jorku z Empire.

Emocje towarzyszące podczas podróży są „bezcenne”,

My, trzy dziewczyny w Ameryce i przygoda, którą zapamiętamy do końca życia.

 

I dzisiaj mogę powiedzieć,

 

spełniłam swoje marzenie i wiem, że to jeszcze nie koniec.

 

Więc jak to powiedział Mark Twain

 

 

Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj

 

IMG_3765

 

Tagi: USA
19:51, patilove89 , .Podróż
Link Dodaj komentarz »
Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę