czwartek, 13 września 2012
Powrot do Al Arenal.

 

 

Na hiszpańskiej wyspie gdzie"hiszpanski" usłyszysz tylko w mniejszych miastach wyspy spędziłam już kiedyś 2 tyg. Powrót tam, to powrót to wspomnień z Mega Areny, Paradise i Riu Palast.

 

Powrót na wyspę "Niemców" to jak bycie na Rugen tyle, że w cieplejszym klimacie.

 

Na począku miała być Turcja, ale po małych problemach z biurem w którym była zabukowana wycieczka zakończyło się to rezygnacją i zwrotem pieniędzy.

 

Więc ostatecznie zabukowałam Majorkę. Byłam razem z rodzinką więc zwiedzanie czegokolwiek było raczej nie możliwe, jedyną atrakcją była plaża, na którą chodziliśmy codziennie.

 

Lot, mój pierwszy lot Condorem trwał 2,5h więc bardzo krótko, trochę trzęsło, no dobra, trzęsło prawie cała drogę. Pierwszy raz miałam w samolocie obraz z kamery która była umieszczona pod samolotem.Ciekawy widok, ale podczas lądowania, gdyby już prawie koła samolotu dotykały pasa, rzuciło nas trochę w lewą strone, na szczęście ładnie wychamował.

 

Po wyjściu z samolotu okazało się, że wcale nie jest tak ciepło jakbyśmy chcieli. Lotnisko w Palmie jak już wcześniej pisałam jest ogromne, żeby znależć swoje bagaże trzeba było przejść spory kawałek. Mimo bliskiej odległości między Palmą a Al Arenal, podróż trwała ponad godzine, ponieważ odwiedziliśmy po drodze prawie wszystkie hotele. Nasz nazywał się Palma Bay, obiekt 3*, mogł być, klilka basenów, kilka restauracji, pizzeria, snack bar itp. Kompleks był duży. Na początku zakwaterowali nas w nie z zbyt fajnym pokoju, ale wystarczyło raz iść do recepcji i problem został rozwiązany.

 

Dali nam fajne pokoje, ale też żeby do nich dojść trzeba było wyjść całkiem z terenu hotelu.

 

Pierwsze 2 dni pod względem pogody były mało udane, pochmurne niebo i deszcz, ale na szczęście na 3 dzień było już gorąco i można było pędzić na plażę.

 

Wieczorem chodziliśmy na dlugie spacery parokilometrową promenadą, czasam nawet udało nam się zajść do Mega Areny:) Multum sklepików z pamiątkami, naganiaczy przy pubach, którzy niesamowicie mnie denerwują tym zaczepianiem. No ale rozumiem-taka praca.

  

 Przez 7dni nie pojechaliśmy nigdzie więc zbytnio nie mam co opisywać, nic nowego nie widziałam, nie zwiedziłam Majorki, wtedy jak i teraz, nie zobaczyłam nic konkretnego. Pewnie szybko już tu nie wróce, zbyt wiele miejsc jeszcze czeka na mnie. Obiecałam sobie, że powrót w to samo miejsce będzie ostatecznością, chociaż nie raz tak bywa, że pojedzie się drugi raz w to samo miejsce.

 

Cała drogę powrotną leciało się super, ale pod koniec, to czego najbardziej nie lubie-chmury nad Berlinem! Za każdym razem, czy to wracałam z Dominikany, czy z Qataru czy teraz z Majorki, tragedia. Tym razem było również strasznie jak ostatni wracają z Qataru gdzie modliłam się po cichu żeby tylko wylądować. Mama blada ze stracu, babcia upuściła aż reklamówkę i ja...zazwyczaj odważna nie boje się lataćm no ale fakt bałam się, trzęsło, huśtało, rzucało-mimo wszystko żyje! I dalej będe latać bo to jedna możliwość przedostania się w odległe miejsce w krótkim czasie.

 

Pod względem oceny Majorki też nic się nie zmieniło, i daje 8/10.

22:38, patilove89 , Majorka
Link Dodaj komentarz »
Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę