piątek, 21 października 2011
Czas na Kanary...

Byliście kiedyś w chmurach? I nie chodzi mi tutaj o lot samolotem czy bujanie w obłokach ale o prawdzwe chmury.Leżąc w cabrio i nie ustanie gapiąc się w niebo, myślę jak w paru zdaniach opiszę tę dziwną, męczącą ale ciekawą podróż.Podróż przez chmury...

 

***

Pomysł aby udać się na Gran Canarię padł dość szybko, chyba nawet już w poprzednie wakacje. Przeszukiwanie ofert trwało dłużej niż zwykle ze względu na to, że jechaliśmy dość liczną grupą. Po długich negocjacjach wspólnie wbralismy miejscowość Playa del Ingles i hotel Beverly Park.


Miał być lot z Poznania, ale nie raz nie wszystko idzie po naszej myśli, pare tygodnii przed wyjazdem zmienili nam wylot na Warszawę, co oczywiście nikomu się nie uśmiechało, ale ze względu dość promocyjnej ceny wyjazdu, przystaliśmy na tę zamianę.Lot trwał 6h, ze względu na to, że samolot był średniej wielkości, mogę zaliczyć ten lot to średnio męczących. No ale tradycją było to, że większość czasu przespałam więc chyba nie mam co narzekać.Lądowanie w Las Palmas uważam za...po prostu nie fajne. Samolot "chyba"trochę dziwnie się zachowywał, gwałtowanie hamował i nie miłosiernie bujał się, wszystko wyjaśniło się po wyjściu z samolotu gdy było widać już wychodzącego pilota a raczej pilotkę;)

Pół godzinki i już kwaterujemy się w hotelu, bez problemowo, szybko, sprawnie.Mimo 3 gwiazdek hotel był świetny, oczywiście chował się do Bavaro na Dominikanie, ale na pewno przebijał wszystkie inne w których dane mi było mieszkać.Jeśli chodzi o wyspę, jest to powulkaniczna wyspa, więc większości można znależć tu góry, suche pola, tak to mniej więcej wyglądało.


Piasek przy plaży był bardzo ciemny, więc sprawiało wrażenie,że woda przy brzegu jest brudna, ale po paru krokach  w głąb można było zaważyć czystość oceanu. To było chyba jednym minusem, który tam znalazłam, może dlatego, że jestem fanką przezroczystej wody, takiej prosto z basenu Karaibów lub jakby bliżej popatrzeć Majorki.


Ciężko było namówić kogokolwiek z moich towarzyszy podróży na zwiedzanie, gdy główną atrakcją dla wszystkich był basen, lecz udało się namówić na wypożyczenie auta i objechanie wyspy.Wzieliśmy reno cabrio, a ja robiłam za nawigację i zaznaczałam na mapie przebytą trasę.

***

Jechaliśmy wąską trasą wśród gór, strome uliczki i ostre zakręty nie zawsze sprzyjały mojemu żołądokowi w dodatku słońce paliło w głowe niemiłosiernie ale jakoś wytrwałam.W momencie gdy wjechaliśmy na szczyt gór, wjechaliśmy w chmury, po przebytej drodze w plącu słońcu, nagle przniknął mnie zimny wiatr, chmury były na wyciągnięcie ręki, coś niesamowitego.

***


 Przystanek robiliśmy dość rzadko, zatrzymywaliśmy się w różnych wioskach, lub punktach widokowych, wyspa ciekawa jak na objazd, nawet widziałam (co mnie zdziwiło) jakiś park z wielbłądami, choć nie spodziewałam się tych zwierząt na Kanarach, bo kojarzą mi się tylko  i wyłącznie z Afryką, ale gdyby nie patrzeć to Gran Canaria od Afryki daleko nie jest, więc może dlatego.

Jak opisać w jednym zdaniu tą wyspę?Powiedziałabym tak: Trochę Krety, trochę Tunezji, trochę Majorki i kropla Dominikany, na tej wyspię znalazłam właśnie po części coś z tych kraji.

Playa del Ingles nocą.

***


6 lotu może niektórym dać w kość ale warto zobaczyć coś nowego i podjąć to wyzwanie. Czy warto?

Jasne, że tak! Choć jeśli ktoś nie lubi dalekim wojaży a stawia tylko i wyłącznie na wypoczynek lub imprezy to z czystym sumieniem polecam Majorkę. 


 

***


 

"Cieszyła się wędrówką do nieznanych miejsc, 

oglądaniem nieznanych rzek,

a trudy wynagradzała jej pasja poznania"

 

 

Ocena wyspy:8/10

 


czwartek, 13 października 2011
(...)

Wkrótce opis z Gran Canarii --->

 

              

środa, 05 października 2011
Fc Barcelona. Przystanek w mieście piłki.

Na Barcelonę zaplanowano podobnie jak na Madryt 9h zwiedzania. Czemu tak?

Otóż tyle właśnie musi stać autokar zanim ruszy w dalsza drogę, a wiec mamy czas. Spacerowaliśmy po mieście bardzo długo, upal i zmęczenie dokuczało nam strasznie. 

Pomimo przebywanie w tym pięknym mieście nie miałam już sił na zwiedzanie ale mimo wszystko nie poddałam się i nasz pilot oprowadzał nas po ważnych miejscach w Barcelonie. Na stadion się nie wybrałam, z jednej strony dlatego ze wejście kosztowało 15euro a z drugiej dlatego ze piłka nożna po prostu mnie nie interesuje. ilość gadżetów dotycząca klubu Fc Barcelona była niezliczona, od breloczków, po piórniki, torby, ręczniki, czapki, koszulki, chyba wszystko można było znaleźć z tym napisem i w ich barwach.

W tym mieście wszystko mi się podobało, wszystko zachwycało, bo prawda jest taka ze gdziekolwiek nie pojadę wszystko mi się podoba, no dobra oprócz tego nieszczęsnego Paryża.

Panorama miasta.

Żeby tradycja stała się tradycja trzeba było „zaliczyć” kościoły i katedry, o zgrozo, wszystkie takie same i bez szalu, nudne jak flaki z olejem, no dobra jeden kościół był fajny, wyjątkowy? Miała w sobie cos innego, ze jednak mi się spodobała, SagradaFamila- kościół świętej rodziny, ikona miasta, na jego tworzenie Gaudi poświęcił 40 lat.

SagradaFamila

Zwiedzając Barcelonę należy pamiętać zwyczaj Hiszpan do popołudniowej siesty. Trwa ona zwykle od 14:00 do 17:00. To pora największych upałów. W tym czasie Hiszpanie mają przerwę w pracy. Sklepy, urzędy, muzea i inne instytucje są zamknięte.

Byliśmy tez w parku guella gdzie znajdowała się najdłuższa na świecie ławka. W parku mało co zobaczyliśmy bo już ruszaliśmy dalej.

Najdłuższa ławka na świecie.Park guella.


Pałac narodowy.

Pałac Narodowy zalicza się do jednych z najważniejszych muzeów w całej Hiszpanii. W środku nie byłam więc nie powiem jak jest, z zewnątrz tak jak widać;) Z tego co wiem to normalny bilet wstępu kosztuje 8,5 €, my akurat na to czasu nie mieliśmy, chęci tym bardziej.

Podobał mi się pomnik Kolumba który stoi w centrum miasta i wskazuje swoim długim palcem w stronę Ameryki. Nie daleko była ponoć sztuczna plaża, ale jakoś nie odnaleźliśmy jej, wiec dałyśmy sobie spokój.


Kolumb.

Gdybym miała wybrać, stwierdzić które miasto było fajniejsze, Madryt czy Barcelona? Miasta bardzo do siebie podobne, ale chyba Barcelona jest jeszcze lepsza, mimo ze Madryt darze wielkim uczuciem! 

 


Przed Kolumbem.

Nie wiem o co chodziło z tym mutantem, ale każdy robił zdjęcie, a nawet były do niego kolejki, no więc my też!

19:44, patilove89 , Hiszpania
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 września 2011
Viva Espana! Viva el Madrid!

Do hiszpańskiej stolicy przyjechaliśmy o 7 rano. Wymęczona i pół przytomna zwlekłam się z autokarowego siedzenia, które przez ostatnie dni doprowadzało mnie do szału, no ale przecież chciałam eurotrip to mam, Ciepełko i bezchmurne niebo od razu pokazało nam że jesteśmy w Hiszpanii. Po zimnym i mokrym Paryżu niczego innego nie pragnęłam bardziej jak hiszpańskiego słońca.


Madryt

Cóż to za wspaniałe miasto. Tętnice życiem na każdym kroku, kolorowe, ma swój zadziwiający urok, oczarowało mnie. 

 

Pierwsze co zobaczyliśmy to pałac królewski.No taki normalny jak to te pałace, bez szału.


Dzień zaczęliśmy od spaceru po mieście. O tak wczesnej porze mało było jeszcze ludzi ale z godziny na godziny wciąż przybywało.Z tego względu że byłyśmy zmęczone całonocna podróżą odrzuciłyśmy opcje muzeum i stadionu i wybraliśmy się do parku botanicznego. Gdzie mogłyśmy, że tak powiem krótko się zdrzemnąć.


El Retiro.

Umarłyśmy na dobrą godzinę. Po tej drzemce, ucięłyśmy sobie długi spacerek po parku ze względu na to ze miałyśmy 9h nie spieszyło nam się nigdzie.

***

***

Miasta całego obejsc się nie dało, jest ogromne. Hiszpania to zdecydowanie mój faworyt jest chodzi o Europe, nie tylko kontynent ale również wyspy są cudowne.Widziałam już sporo europejskich stolic ale jednak Madryt góruje raz z Lizboną.



23:56, patilove89 , Hiszpania
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 września 2011
Piękno lazurowej Francji-Nicea.

O mieście nie napiszę dużo bo widziałam tyle co nic;] Byliśmy za to na przepięknej promenadzie, na lazurowym wybrzeżu gdzie widok był nieziemski. Piękna woda, kamienista plaża, widok na góry, żyć nie umierać, miejsce typowe na wczasy dla bogatszych, Aż się boję spytać ile kosztują tam noclegi w hotelach przy plaży. My nocowaliśmy kawałek od miasta, w formule 1, Francuzi nigdy nie zrobili na mnie pozytywanego wrazenia, jeśli chodzi o ludzi, dra się po francusku, nawet im na myśl nie przyjdzie żeby się wysilić i powiedzieć coś po angielsku, uważają chyba, że każdy przebywający w Francji umie ich język. No ale to miasto im się udało.

Gdyby nie to południowe wybrzeże to pewnie nie lubiłabym tego kraju w ogóle, Paryżu już totalnie zepsuł moje wyobrażenie o Francji.

Jak dla mnie to Nicea to osobny piękny kraj który nie ma nic wspólnego z paskudną Francja.



12:42, patilove89 , Francja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2011
Paris again, czyli poraz drugi w francuskiej stolicy.

Do Paryża dotarliśmy dość późno ok. 24, spaliśmy w hostelu na obrzeżach miasta. Zakwaterowanie i prysznic przebiegły o dziwo bardzo szybko. Oczywiście bez krótkiej integracji u nas w pokoju się nie obeszło. Mimo zmęczenia posiedzieliśmy jeszcze do ok. 2 i spać bo rano czekało nas zwiedzanie miasta.

 

***


7:00 śniadanie no i w drogę. Po Paryżu poruszaliśmy się metrem. Na pierwszy ogień poszła katedra notre dame, gdy tylko ją zobaczyłam cofnęłam się o parę lat wstecz gdy po raz pierwszy byłam we Francji i stałam jak teraz przed katedrą podziwiając ją.

Patrząc na nią przypomina się bajka z dzieciństwa " Dzwonnik z Notre Dame".

Dalej Luwr… Nie było czasu aby stać i gigantycznej kolejki aby wejść do środka, z reszta byłam ja w środku kiedyś wiec nawet bym się nie pofatygowała żeby wejść tam po raz drugi. Z reszta kolejka która ciągła się była ogromna, nie wiem czy oglądaliście kiedyś film eurotrip był tam motyw z Paryżem i pokazana kolejka do Luwru, wiec uwierzcie mi to nie było przesadzone ten sznur ludzi jest jak najbardziej realny.


***

 

W następnej kolejności przeszliśmy się po polach elizejskich w stronę łuku triumfalnego.Mogłabym teraz powiedzieć fejsbukowo "Lubię to", ale czy lubić a podziwiać to to samo?


Łuk i Wieża Eiffa to dwie budowle które podobają mi się najbardziej w tym mieście, robią wrażenie. Pogoda nam nie dopisywała, co chwilę padał deszcz i było dość zimno, słońce wychodziło tylko czasem, rzuciło promienie i znów chowało się za chmurą więc deszcz jak najbardziej nam doskwierał.

Parę dni wcześniej:

Mama: zapakuj parasol, może ci się przyda.

Ja:no co ty mamo przecież jadę do Portugalii!

No właśnie ale nie przewidziałam ze przecież po drodze w trakcie zwiedzania może lunąć deszcz, no ale cóż. Zmokłam, ale przynajmniej zmokłam w Paryżu.

Przechadzając się wzdłuż ulic oprócz syfu można było czasami dostrzec coś ładnego, a może i nie?

 

***



Pod wieża Eiffla nie byliśmy, niby nie było czasu, byliśmy za to na tarasie widokowym, na wieżę Eiffla mogłabym patrzeć i patrzeć… żeby znajdowała się ona w innym mieście, bądź kraju, o jak fajnie byłoby wtedy patrzeć na nią….

 

Właśnie co do Paryża.

 Siedzę w autokarze, przez okno wpatrując się w budowle które mijamy, same szare i ponure budynki, czemu to miasto reklamowane jest jako miasto zakochanych? Guzik ma z tym wspólnego, Paryż można znienawidzić… czy go nienawidzę? Nie! Ale nie pałam do niego na pewno żadna sympatią, jak dla mnie jest za ponure, wręcz smutne doprowadzające do depresji. Byłam 2razy i 2 razy mi się nie podobało! Obym nie musiała oglądać tego miasta po raz trzeci.

Jakby miała oceniać sam Paryż dałabym 2/10 ale ze oceniam cały kraj a Francja ma jeszcze inne pięknie miejsca choćby na południowym wybrzeżu, to podnosi moja ocenę na korzyść Francji.

 

 

Ocena Paryża: 2/10

Ocena Francji: 6/10

18:36, patilove89 , Francja
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 września 2011
I AMsterdam

Podróż do Holandii trwała dość długo. Wyjechaliśmy ok 19 a byliśmy na miejscu w Amsterdamie ok 8 rano. Gdzie mieliśmy spędzić "aż" albo "tylko" 9h.  Na początku pogoda nie była zbyt dobra. Trochę zimno, trochę popadało, ogólnie pogoda na przemian raz ciepło raz zimno.

 

Najpierw śniadanie w mc a potem ruszyliśmy w miasto gdzie wzdłuż uliczek można było poczuyć to co tu legalne. Gdziekolwiek się nie poszło widać było cafeshoopy gdzie odpoczywający turyści popalali zioło.

Dzielnica czerwonych latarni (Red Light District), gdzie obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć, niezliczona ilość sex shopów to tutaj standard.  Jeśli chodzi o samo miasto to myślę, że ma swój klimacik, który przyciąga setki turystów i nie tylko w sezonie.

Plan miasta:


Spacer główną ulicą

***

Z ciekawości kupiłyśmy ciastka nadziewane czymś co miało nam poprawić humor, no i poprawiło, bo zastanawiałyśmy się potem jak fajnie nadaliśmy się nabrać na ten chwyt marketingowy.

 

***

 

Plac Dam

Gdy przychodził czas na odpoczynek siadałyśmy pośród innych turystów na placu Dam, co znaczy plac "tama" i znajduje się w samym sercu holenderskiej stolicy. Z jednej strony znajdował się pałac Królewski z drugiej gabinet figur woskowych.

Pałac Królewski

 

Gabinet figur woskowych

Gdy wejdzie się w którąś uliczkę, zobaczy się kawiarnie, sklepy, coffieshoopy albo po prostu dzielnicę chińską:)

Chinatown

 

A więc podsumowując miasto małe ale urocze z klimatem warto i pojechać, choćby po to aby przejść się ulicami Amsterdamu.

 

 

 

Ocena: 6/10


19:33, patilove89 , Holandia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2011
Żegnaj Portugalio! cz.6

Portugalia jest niesamowitym krajem, nieco różniącym się od innych i od Hiszpanii, mimo sąsiedniego położenia. To co na mnie zrobiło wrażenie to Porto i Lizbona a co rozczarowało to Fatima. Nigdy nie interesowałam się zbytnio tym krajem, ale cieszę się, że pojechałam i zasmakowałam trochę tej "inności"  tego kraju.

7dni w naszej portugalskiej mieścinie minęły niezwykle szybko, o leżeniu na plaży niemal musiałam zapomnieć, bo w większości wycieczki pochłoneły mój czas.Choć wyjazd ten nie był do końca planowany, cieszę się, że pojechałam, zobaczyłam to co miałam zobaczyć i poznałam wspaniałych ludzi, z którymi mam nadzieje kontakt się nie urwie.

Już dzisiaj tęsknie za dziewczynami, z którymi dzieliłam pokój przez te dni, fajnie było by się jeszcze kiedyś gdzieś wybrać w takim składzie. Pewnie to przeczytacie więc dzięki za wspólnie spędzony czas w Portugalii jak i podczas całego "Eurotripu".

Zawsze co dobre szybko się kończy, chociaż to co najważniejsze-wspomnienia zostają i będą nam towarzyszyć na pewno przez długi czas;)


 

Ocena: 7/10

23:11, patilove89 , Portugalia
Link Komentarze (1) »
Po prostu Fatima. cz.5

Fatime skreśliłam z swojej listy od razu przy zapisach. Po co tam jechać, nie ma tam nic co by mnie zainteresowało. Ale podczas spaceru po Porto zadzwoniła mama. -Jak to nie chcesz jechać do Fatimy?! Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam co mi tam, skoro już tu jestem, a 15euro za wycieczkę to nie duży wydatek i warto zobaczyć to miejsce wiec zaraz po powrocie z Porto razem z Kaśka zapisałyśmy się mimo, że Kaśka jeszcze bardziej vetowała niż ja, no ale jakoś ja przekonałam. Spodziewając się cudu udaliśmy się do Fatimy, jakieś 1,5h jazdy od naszego miasteczka. Moje wyobrażenie Fatimie było takie, ze zaprowadza nas na pole w miejsce objawienia, ze będzie stal jakiś stary kościółek gdzie w tamtych czasach modliły się dzieci. Wszystko naturalne i proste tak jak było kiedyś, lub przynajmniej po części odwzorowane, myślałam o malej miejscowości z nie betonowanymi drogami i pasącymi się owcami. Wjeżdżając do miasta przeżyłam szok. Wzdłuż ulicy która jechaliśmy stal hotel za hotelem, piękne ekskluzywne hotel nazwane imionami dzieci, którym objawiła się matka boska, jakby czasem jakiś pielgrzym po przejściu placu na kolanach chciał potem posiedzieć w jaccuzi lub odpocząć w saunie.

 

Totalna porażka, komercja na każdym kroku, sklepików z świętymi rzeczami no jeden za drugim, multum, w sumie co ja się dziwie komercji przecież jest wszędzie. Miejsce „cudu” – pole, które chciałam zobaczyć to wybetonowany plac na którym postawiona bazylika.


Plac fatimski i kosciół

 

no i ten stary kościółek, który mi się marzył to wielki Koloch jeden z największych kościołów niedawno wybudowanych, który może pomieści ile tam ludzi , ponoć jeden z większych na świecie, po prostu super!

 

 

Gdyby tego było mało na placu znajdował się jakiś ..hmm jak to określić piec? W którym palił się duży ogień i w pobliskich sklepach można było kupić jakąś część ciała, hah np. nogę bądź nos lub małe dziecko i spalić w tym ogniu jeśli kobieta ma problem np. z zajściem w ciąże pali dziecko, jeśli ktoś nie może chodzić pali nogę, o to mniej więcej tam chodziło, jednym słowem porażka. Nie będę tu czarować ze było super i ze warto tam jechać bo nie po to jest ten blog, żeby tylko chwalić, ale także żeby mówić co nam się nie podoba no i jak dla mnie Fatime to kompletna lipa, niewarta czasu i nawet tych 15euro, no ale byli tez tacy co im się podobało, także opinie są różne. Jedynie co mi utknęło w pamięci to pieśń śpiewana przez pielgrzymów z Brazylii „Alleluja… „nuciłam ja jeszcze przez pewien czas od wyjazdu.

 

Cennie była tez wizyta w klasztorze Karmelitów tez bez szalu

i w Obidos gdzie były mury zamku, przeszliśmy się tylko po murze i wróciliśmy do autokaru.

 

Mimo, ze wycieczka była bez szalu, nawet się cieszyłam ze pojechałam bo w naszej miejscowości ponoć w ten dzień pogoda nie dopisała i dziewczyny nudziły się cały dzień w pokoju.

17:07, patilove89 , Portugalia
Link Komentarze (1) »
środa, 24 sierpnia 2011
Love or hate czyli przystanek Porto. Cz. 4

Do tego miasteczka mieliśmy już dalej ok. 2,5h.  W godzinach porannych wjechaliśmy do miasta, widok jaki zobaczyłam był jak kubeł zimnej wody. Tego nie da się opisać! Nawet w filmach nie widziałam coś tak pięknego, widok na most i na rzekę jest w mojej głowie nawet teraz jak tylko sobie o tym wspomnę.

Nie zdarzyłam zrobić zdjęcia, ale żadne zdjęcie nie oddałoby rzeczywistości takiego krajobrazu. Miasto tętni życiem na każdym krok już od rana. Zwyczajny dzień w porto wygląda jak jakaś parada bądź festyn.

Pielgrzymi z Brazylii.

Od rana mielimy z panią Margarita napięty plan zwiedzania, od kościołów i katedr do mostów i rejsu statkiem a przy tym towarzyszył nam nieziemski upal.

Kościół San Ildefonso

Byliśmy w księgarni na której wzrowała się J.K Rowling pisząc Harrego Poterra, opisując tamtejsza biblioteke, ksiegarnia na prawde przypominala tamta, stare książki, i dziwaczne schody, które można było zobaczyć na filmie.

Księgarnia

Tutaj na placu na którym znajduję się sławna dla Portugalczyków "wieża z duchownych" i ciekawa legenda dotycząca niej.


Wieża z duchownych

Jeżdżące po Porto jak i po Lizbonie tramwaje były nieco charakterystyczne i nieco różniące się od naszych. Tutaj zdjęcie takowego właśnie zabytkowego tramwaju.

***

Uniwersytet w Porto

Nasza przewodniczka prowadziła nas różnymi drogami w mieście, raz mijaliśmy wille i bogate apartamenty a raz szliśmy ulicami o których można było powiedzieć, że "Bóg zapomniał". (słowa przewodniczki)



Punktów widokowych w mieście było wiele i nie trzeba było za nie płacić jak w Lizbonie -wspomniała Pani Margarita.

Tak jak i w portugalskiej stolicy tak i w owym portugalskim mieście było na co popatrzeć ale zabrakło mi chwili, żeby przystanąć na dłuższy moment i pozachwycać się widokami, zaczerpnąć dłuższą chwilę tamtego powietrza i pomyśleć o tym mieście jak o czymś wspanialszym co mogłam w swoim życiu zobaczyć.

Widok na miasto.

Gdy zeszliśmy na dół czekał na 40minutowy rejs statkiem. Zmęczenie na nim dopadło mnie i nieustannie ziewając powstrzymywałam się aby nie spać i ogladąć widoki od strony rzeki.

Gdy nasz "rejs" dobiegł końca udaliśmy się do jednej ze starszych winiarni. Tam przewodniczka (Polka) oprowadziła nas po winiarni po czym zaprosiła na degustację ich wina.


Widzieliśmy piękny most zaprojektowany przez ucznia Eiffla, tradycja mówi że trzeba z niego skoczyć do rzeki która jest jedna z najczystszych  i widać było dużo osób skaczących, a było trochę wysoko i nie wiem czy mogłabym to zrobić i utrzymać portugalską tradycję.

Most ucznia Eiffla.

Gdy stoję kilka metrów nad ziemią na moście i rozpowszechnia się przede mna wspaniały widok na miasto, czuje ze żyje, ze dla takich widoków i wspomnień warto wstać rano i ruszać w dalszą podróż. Dziękuję Bogu ze moje oczy mogą ujrzeć tak wspaniałe miejsca jak Porto. Za każdym razem jak zamykam oczy widzę to miasto tak jak byłabym tam przed chwilą. Przewodniczka powiedziała ze miasto można pokochać albo znienawidzić. Ja zdecydowanie pokochałam i moja noga  jeszcze tam postanie.

Miasto we mgle. Widok z mostu.

 

Ostatni rzut oka na miasto z autokaru, zdjęcie trochę niewyraźne dlatego nie oddaje w pełni realnego widoku.

 



 

***


Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę