piątek, 05 sierpnia 2011
Spakowana;)

No i udało się dopiąć suwak w torbie. Nawet nie spodziewałam się, że moja "mała" torba tyle pomieści. Tym razem nie szalałam z ciuchami i strojami, w końcu jadę drogą lądową i może być cięzko z dzwiganiem tylu rzeczy.

Jutro start godz 17. Pierwszy przystanek Amsterdam.

 

niedziela, 31 lipca 2011
in the pursuit of dreams

W szalonym tempie spelniam swoje marzenia. Na początku w planie na rok 2011 była Dominikana i Kanary. Dwa kraje jak na rok były dla mnie jak dotąd wystarczające, ale jak to mawiają „Apetyt rośnie w miare jedzenia” .

Już po Dominikanie wiedziałam ze wakacje „w domu” to nie dla mnie i żeby nie dać przygnieść się szarej rzeczywistości, zaczęlam obmyślać nowy plan „podróży”.

W gre wchodziła Chorwacja, dlugo nad nią myślałam i tak opcja już prawie doszłaby do skutku gdyby nie to, że postanowiłam rzucic się jednak na cos głębszego, na coś co pozwoli mi odwiedzic wiekszą ilość państw niż tylko jedno.

A wiec Chorwacja poczeka…

Do planu dzialania dodalam państwa takie jak Holandia, Francja, Hiszpania, Portugalia i Irlandia.

Plan wiec wyglada tak:

06.08-20.08 – Eurotrip (Holandia, Francja, Hiszpania, Portugalia)

30.08-6.09  - Gran Canaria

22.09-26.09 Irlandia

Jak dla mnie bomba! Od dominikańskich chwil minęło już wystarczająco dużo zmarnowanego czasu i pora ruszyć w droge.

Mysle, że jak na 2011 rok to wystarczy i postaram się nie dać namówic do konca roku już na żaden wyjazd. Zresztą moje fundusze i tak nie pozwoliłyby mi już nigdzie pojechać i chwilowa mysl o grudniu w Kenii niestety musi zostać anulowana  przez „sily wyższe”.

A więc  lista wyjazdów na ten rok zostala wyczerpana!!

 

wtorek, 26 lipca 2011
Eurotrip:)

I urodził się nowy plan Eurotrip:) Spełniam swoje podróżnicze wojaże w szybszym tempie niż przewidywałam.
Cieszę się z zwiedzenia Amsterdamu, z odnowienia wiedzy o Paryżu a także pierwszy raz rzut okiem na Barcelone i Portugalską stolicę.
Nie mogę się doczekać,aż znów wyjadę i zasmakuję życia "w drodze".

Twierdzą, że zwariowałam...
       tak zwariowałam...
                    ze szczęścia;)

A więc
welcome to Holand,
welcome to France,
welcome to Spain,
welcome to Portugal;)


Trasa:




piątek, 22 lipca 2011
5 dni w Irlandii...!

Zabukowany bilet w Ryanairze na 22.09 do Dublina:) Jeszcze trochę czasu mam;)

Odwiedzę Elizę i mam nadzeję, że pokaże mi co nie co w Irlandii:)

 

Pozdrawiam

 

P.A

czwartek, 14 lipca 2011
(...) Odliczanie do Gran Canarii.

Chwila, która spędza sen z moich powiek, dni które pamiętam po dziś dzień.

Podróż, która staje się magią i wspomnienia, które budzą się we mnie każdego dnia.

Myślę, że to dopiero początek, że to co najlepsze jeszcze czeka na mnie,

Że tyle jeszcze pozostało do odkrycia…



wtorek, 05 lipca 2011
...bo marzy mi się Kuba!

No i przyszły wakacje, myśl, że mam siedzieć w domu tyle czasu przeraża mnie.

Chorwacja nie wypaliła... a że nie miałam planu awaryjnego, muszę spędzić cały miesiąc w domu. Sierpień praktycznie też bo Gran Canaria jest obstawiona dopiero na 30 sierpnia! Długo za długo.

Może i bym pojechała... marzy mi się krótki Eurotrip. Paryż, Nicea, St.Tropez, może dalej może Barcelona, Lizbona...ale jednak myśl, że nie uzbieram wstarczających funduszy na Kubę która planuję na marzec/kwiecień 2012 mnie przeraża.

Poświęce jednak te wakacje, odłożę pieniądzę aby znów znależć się w raju, choćby te 14 dni...

 

 

P.A

piątek, 01 lipca 2011
anniversary:)

No i stuknął roczek mojego bloga z tej okazji dodaje skrót zdjęć z dotychczasowych wyjazdów.I dziękuje wszystkim osobom które mogły mi towarzyszyć, bo wspomnienia to najcenniejsze to co mamy!

 

Pozdrawiam

P.A

 

 

 

"Nie, nie dla wiedzy podróżujemy. Nie po to też podróżujemy, by na chwilę z codziennych trosk się wyrwać i o kłopotach zapomnieć [...] Nie, nie żądza wiedzy nas gna ani ochota ucieczki, ale ciekawość, a ciekawość jak się zdaje, jest osobnym popędem, do innych niesprowadzalnym."

czwartek, 09 czerwca 2011
I miss u Dominican !

Minął miesiąc od powrotu z Dominikany. O jak bardzo myliłam się mysląć, że powrót do rzeczywistosci pozwoli mi "tylko" miło wspomniać te wakacje.

Każda pamiątka, każda dominikańska piosenka przypomina mi chwile spędzone tam.  Przypomina mi kraj w którym każdy jest szczęśliwy, uśmiechnięty. Jak można teraz żyć w zupełnej szarości i monotonności każdego dnia w Polsce.

Zamykam oczy, przenoszę się tam. Tanczę boso na plaży w rytm meregne, pije cuba libre, słucham szumu ocenu, i patrzę jak wiatr kołysze palmy w rytm muzyki...

Magia tego kraju nie daje mi się obudzić z karaibskiego snu...

 

 

 

2012 miała być Tajlandia ale syndrom karaibów jest na tyle silny, że trzeba tam wrócić.

Za rok stawiam na Kubę...

wtorek, 17 maja 2011
Dominikana

Dominikana-tam gdzie spełniają się marzenia...

 

 

Coś co przydarza się człowiekowi w życiu, czy tego chce czy nie chce, wszystkie wydarzenia, które dotykają nas każdego dnia… Nie raz coś planujemy, nie raz samoistnie coś nam się przytrafia.

Mam szczęście…

Czemu?

Jadąc do kraju, zupełnie obcego, zupełnie odległego i różniącego się od własnej kultury i przyzwyczajeń, jest zazwyczaj zderzeniem z czymś „innym”, innym i jak dla mnie fascynującym.

Jak to się stało że pokochałam kraj jeszcze zanim tam poleciałam?

 

 

No to do początku…

 

Podróż na Berlin Tegel upłynęła nam przyjemniej niż myślałam, pociągiem szybko z Frankfurtu dostałyśmy na Zoologischer Garten w Berlinie, a stamtąd tylko autobusem ok 30min i już jesteśmy na Tegel, odlot był o 11:45 a my na lotnisku byłyśmy już o godz 8:30. Zaznajomiłyśmy się z lotniskiem, odszukałyśmy Terminal C i zaczęła się odprawa, o dziwo ok 3h przed lotem, dość szybko.

Stres, który towarzyszył mi był potworny, dopiero po wejściu na pokład spłynęło wszystko ze mnie.

Airbus a330 wywarł na mnie pozytywne wrażenie, był dość duży w porównaniu do samolotów, którymi dotychczas latałam.

Obawiałam się tak długiego lotu, lecz minął bardzo przyjemnie, przecież lubię latać?

Na pokładzie serwowali nam darmowe posiłki, napoje do woli, wszystko w cenie przelotu.

Pierwsze 4h praktycznie przespałam, ma się do tego talent;)

A reszta podróży zleciała na jedzeniu, oglądaniu, filmów, słuchaniu muzyki, znowu spaniu.

W samolocie było dużo wolnych miejsc wiec nie czekają długo zajęłam sobie 4 siedzenia i mogłam wyciągnac się jak we własnym łóżku, także lot zleciał jak najbardziej komfortowo.

 

 

 

Lądowanie…

Pierwsze wrażenie Dominikany nie było zbyt dobre,

Duchota, pochmurno, to na pewno tu?

Lotnisko w Punta Cana bardziej przypominało szałas niż lotnisko, ale mialo to swój znikomy urok.

Odbiór bagaży, wszystko sprawnie i już siedzimy w autobusie, który wiezie nas do hotelu.

Dziwne uczucia towarzyszą mi po drodze.

-Wesoła, gdzie my jesteśmy?

 

Zakwaterowanie, bransoletki VIP-ow od razu, czemu? Nie wiem do tej pory. Nie to żebym się nie cieszyła, fakt wykupiłyśmy droższy pokoj, ale o jakis specjalnych usługach nie było mowy.

Pokój fantastyczny, duży, przytulny, w łazience prysznic, jazzuzi a wiec alles klar.

 Z tego względu ze nie spodziewałyśmy się takiej pogody, byłyśmy nie tyle co przybite ale lekko zdezorientowane.

6h różnicy czasowej dal się odczuć bo już o 20 byłyśmy padnięte a następnego dnia obudziłyśmy się o 4 rano wyspane. Doleżałyśmy do 6 czekając na słońce które przecież musiało się pojawić, no bo jak , wakacje bez słońca?

Trochę po 6 zaa horyzontu zaczęły się pojawiać pierwsze promyki. Nie czekając dłużej czym prędzej wyszłyśmy z pokoju i czym prędzej biegnąc do wielkiego a’la tarasu chciałyśmy zobaczyć to co wydawałoby się tutaj na Karaibach najpiękniejsze-plaże.

Gdy rozpowszechnił się przed nami widok plaży w promieniach porannego słońca stanęłyśmy na chwile wbite w ziemie jak kołki.

Dech zaparło w piersiach,  bo przecież nigdy nasze oczy nie widziały tak pięknej plaży, no może wcześniej na zdjęciach w Internecie, ale to nie to samo. Biały piasek, palmy, i jeszcze lekkie fale oceanu rozbijające się o brzeg. To jest nasz raj, raj na który czekałyśmy tyle czasu, w końcu tu jesteśmy i spełniło się nasze marzenie.

 

W pierwszych dniach po hotelu błąkałyśmy się z mapa w reku, hotel składał się chyba z 10 budynków, my mieszkałyśmy przy samym oceanie, w budynku nr 6.

Główna restauracja była duża, duży wybór jedzenia, bardziej robione pod turystów, nie spotkałam się raczej z lokalna kuchnia.

Kolacje można było rezerwować sobie w restauracjach tematycznych, do wyboru, japońska, meksykańska, włoska, hiszpańska, brazylijska, byłyśmy w każdej, według mnie najlepsza była Meksykańska i Hiszpańska a najsłabsza Brazylijska, pamiętam smak tej Margarity i naciosów w meksykańskiej, show który przedstawił kucharz w japońskiej, sangrie z hiszpańskiej i łososia z włoskiej :D ale każdy ma swoje, gusta i każdy lubi co innego, oprócz tego w dzień była serwowana pizza ... w nocy z resztą też, jak i Fast foody różnego rodzaju, drinki i napoje od 10 do 2 w nocy.

Na terenie hotelu była dyskoteka otwarta od 23-2 tam także napoje i alkohole ze free.,

Na początku ciężko było się przyzwyczaić, nauczona po Egipcie i innych krajach dopłacania ze lepszego Drina bądź  za pizze, tu nie wiedziałam do końca czy coś jest za darmo czy trzeba płacić, lecz jednak wszystko było za all inkl.


Jeśli chodzi o Dominikańczyków, to wspaniali ludzie, uśmiechnięci, zadowoleni z życia mimo biedy która tam panuje. Każdy coś podśpiewuje, gdy gra muzyka, w  rytm jej buja się każdy, czy to animator w hotelu, czy sprzątaczka czy pierwsza lepsza osoba na ulicy.


Dominikańczycy są bardzo pozytywnie nastawieni do turystów, do każdego się uśmiechną lub zagadają,

Całkiem inni ludzie, niż w krajach arabskich, gdzie tylko czyhają na dolara.

 

Pojechałyśmy na  2 wycieczki fakultatywne z biurem Vilapolonia.

Pierwsza wycieczka to Saona, koszt ok. 170$

Zwiedziliśmy kościółek w którym Michael Jackson brał ślub, miasto zbudowane z koralowca,

Widzieliśmy z daleka rezydencje które zostały wybudowane na posesji Julio Iglesiasa, rezydencje takich osób jak Bill Clinton, Shakira itd.

Łodzią popłynęliśmy najpierw do wanny Karaibów, widok cudowny, woda przezroczysta, rozgwiazdy lezące na dnie, jak w bajce.


Tam krotki postój, cuba libre i dalej ruszyliśmy na płyciznę która znajdowała się na oceanie, wypłycenie w niektórych miejscach do kostek , krotki snorkeling i popłynęliśmy na wyspę Catalinite, tzw wyspę muszli.

 


Ilość muszli wyrzuconej tam na brzeg naprawdę  robiła wrażenie, były ich miliony, niestety można było wywieź tylko nie większe niż ludzka pieść. Oczywiście każdy nabrał ile tylko mógł na pamiątkę dla znajomych.

Ostatnim punktem wyprawy była Saona, nazywana rajska wyspa. Piasek jeszcze bielszy niż przy hotelu, woda bardziej spokojna, ponieważ było to już morze karaibskie, tam napoje i obiad, odpoczynek,


Później łodzią motorowa odwieźli nas na brzeg i autokarem do hoteli.

Droga powrotna upłynęła w bardzo fajnego atmosferze, autokar cały polaków, w tym do woli cuba libre a wiec było wesoło;)

Druga wycieczka na jaka się wybraliśmy to  tzw tipo Dominikano (105$) czyli Dominikana w pigułce, na tej wycieczce odwiedziliśmy miasto Higuey, tam zwiedzaliśmy bazylikę w której dwukrotnie był Jan Paweł II, ufundowałam tam drzwi do bazyliki jak i złotą koronę.

 


W Higuey byliśmy tez w szkole publicznej, trafiliśmy akurat na lekcje hiszpańskiego, szkoła bardzo skromna, dzieci przychodzą do niej zazwyczaj z jednym ołówkiem i zeszytem, Pomimo dużej biedy dzieci ubrane były  schludnie i ładnie się prezentowały.

 


Podczas tej wycieczki odwiedziliśmy tez plantacje kakao i kawy, gdzie pokazywano nam jak rosną, można było zakupić słoiczek kawy prosto z plantacji.

 


Bazar na którym byliśmy w Higuey zrobił na nas wrażenie, można było tam kupić dosłownie wszystko, lecz ich tzw „mięsny” to nie ciekawy widok i zapach.


Najtańsza siła robocza na Dominikanie są Haitańczycy, którzy pracują na polach trzciny cukrowej, gdzie  jest bardzo niebezpiecznie ponieważ tam jadowite węże. Haitańczycy pracuje 8h dziennie przez 7dni w tygodniu, ich zarobki to ok. 11$ za tydzień pracy a więc bardzo mało. Z tego co mówił przewodnik to na jedno miejsce w tej pracy przypada ok. 10 chętnych. Ich warunki mieszkalne sa praktycznie tragiczne, ale praca na Dominikanie to dla nich wielka szansa.

 

Oprócz tych dwóch wycieczek byłyśmy w Manati Parku gdzie można było popływać z delfinami, oczywiście nie za darmo, były tam różne show np z fokami, delfinami, papugami


 

Poznałyśmy wspaniałych ludzi z którymi spędziłyśmy ostatnie dni naszego wyjazdu. Spontaniczny wyjazd do Mangu gdzie na środku parkietu można była pooglądać ludzi walczących „na taniec”

No i te ostatnie noce, na plaży, podziwiając potęge oceanu i księżyc rozświetlający całe niebo.

Tylko ja i …. Dominikana, która przywiozłam w pudełeczku wspomnień i mam zamiar nie wypuszczać jej stamtąd nawet na chwile.

 Wspomnienia, które zostały we mnie są najpiękniejszą pamiątką  z wakacji,  mam nadzieję że nigdy nie zbledną.

 ***

 

 

"Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia"

R.Kapuściński



 

 

Moja Ocena Kraju: 10/10

 

Koszty: ok 1400E

Długość pobytu: 2tyg

Hotel: Barcelo Dominican Beach

Miejscowość: Punta Cana



21:49, patilove89 , Dominikana
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 kwietnia 2011
I nadszedł ten dzień;)

27.04-11.05 Dominikana :)



Pozdrawiam!

Następna planowna podróż:


Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę