wtorek, 06 grudnia 2011
Danza Kuduro

Na pamiątkę pięknych wakacji 2011 i tego, że piosenka "Danza Kuduro" prześladowała mnie od Dominikany aż po Kanary.

Wywołuje we mnie wspaniałe wspomnienia i kojarzy mi się z każdym państwem w którym byłam w te wakacje, 

muszę przyznac, że pod koniec nie mogłam jej słuchac, ale co tam

niech żyje Dominikana, Portugalia, Gran Canaria i Don Omar !

 

oi oi oj !

niedziela, 27 listopada 2011
Chcąc raz jeszcze popatrzeć na turkusowe kleksy, rozrzucone po szmaragdowej tafli oceanu...

Po ostatnim  wyjeździe bywa u mnie tak że zaczynam myśleć o następnym.

Zaczyna się przeszukiwanie ofert, odwiedzanie biur podróży, wertowanie lotów, hoteli i wszystkiego co możliwe. I z białą gorączką zbieram każdy grosz, gorsz który pozwoli mi osiągnąć cel i spełnić marzenia…

 

Tym razem miało być inaczej, przez dłuższy czas starałam się nie myśleć o tym gdzie spędzę swoje następne wakacje,  miałam odkładać na działkę, na dom tzw „na przyszłość” no ale prawda jest taka, że gdyby nie myślała o wyjazdach nie była bym sobą.

 

Już z początkiem października wszystko się zaczęło…

Wystarczył napis first minute, a ja już odwiedziłam tysiące stron internetowych i prześledziłam wszystkie nowo wrzucone oferty.

Biała gorączka ogarnęła mnie całkowicie, Turcję zabukowałam pierwszą, później przyszedł czas na drugi wyjazd, długo broniłam się przed tym, choć sercem już byłam gdzieś za oceanem. Już leżałam na piasku  i wsłuchiwałam się w szum palm.

 

Wiedziałam, że jak rozpoczniemy z Wesołą konwersacje skończy się tu zabukowaniem wyjazdu.

Przez jakiś miesiąc wyglądało to tak:

-No to gdzie jedziemy?

-Kuba?

-Kuba to jak Dominikana, może Meksyk?

-niech będzie Meksyk

-albo nie ! lepiej w druga stronę do Tajlandii

-ok., może być!

-albo lepiej do Indii?

-no gdzie do Indii może Maledywy?

-nie, za drogo.

Potem była znów Kuba, przelotna mysl o Kenii, objazdówka po USA, znów Tajlandia i na tym nasze pogawędki ustały,

Znając życie to nie długo będziemy zapisane, termin orientacyjny Maj 2012, a gdzie?

Tam gdzie skrzydła nas poniosą,

W STRONĘ SŁOŃCA!

 


piątek, 04 listopada 2011
2012! Czyli zdążyć przed końcem świata!

Planowanie zaczęło się od razu jak wróciłam z Holandii, no a o czym mogłabym myśleć niż o wyjazdach na nowy rok. Do wakacji kupa czasu,a ja już wykupiłam wyjazd do Turcji na wrzesień 2012, no to co, że prawie rok wcześniej, ważne, że zaklepane i że zdążę przed końcem świata.

 

 

Marzy mi się Kapadocja i lot balonem nad nią o wschodzie słońca.

Gdy pierwszy raz byłam w Turcji miałam tylko tydzień a więc na wszystkie wyjazdy nie udało się jechać, wtedy wybrałam Pamukkale, teraz chciałabym zdecydować się na Kapadocje, jeśli wyjazd będzie jednodniowy i połączony z lotem balonem było by super, może się uda!

 

A więc

 

wrzesień 2012---> TURCJA :)

 

 

 

 

piątek, 21 października 2011
Czas na Kanary...

Byliście kiedyś w chmurach? I nie chodzi mi tutaj o lot samolotem czy bujanie w obłokach ale o prawdzwe chmury.Leżąc w cabrio i nie ustanie gapiąc się w niebo, myślę jak w paru zdaniach opiszę tę dziwną, męczącą ale ciekawą podróż.Podróż przez chmury...

 

***

Pomysł aby udać się na Gran Canarię padł dość szybko, chyba nawet już w poprzednie wakacje. Przeszukiwanie ofert trwało dłużej niż zwykle ze względu na to, że jechaliśmy dość liczną grupą. Po długich negocjacjach wspólnie wbralismy miejscowość Playa del Ingles i hotel Beverly Park.


Miał być lot z Poznania, ale nie raz nie wszystko idzie po naszej myśli, pare tygodnii przed wyjazdem zmienili nam wylot na Warszawę, co oczywiście nikomu się nie uśmiechało, ale ze względu dość promocyjnej ceny wyjazdu, przystaliśmy na tę zamianę.Lot trwał 6h, ze względu na to, że samolot był średniej wielkości, mogę zaliczyć ten lot to średnio męczących. No ale tradycją było to, że większość czasu przespałam więc chyba nie mam co narzekać.Lądowanie w Las Palmas uważam za...po prostu nie fajne. Samolot "chyba"trochę dziwnie się zachowywał, gwałtowanie hamował i nie miłosiernie bujał się, wszystko wyjaśniło się po wyjściu z samolotu gdy było widać już wychodzącego pilota a raczej pilotkę;)

Pół godzinki i już kwaterujemy się w hotelu, bez problemowo, szybko, sprawnie.Mimo 3 gwiazdek hotel był świetny, oczywiście chował się do Bavaro na Dominikanie, ale na pewno przebijał wszystkie inne w których dane mi było mieszkać.Jeśli chodzi o wyspę, jest to powulkaniczna wyspa, więc większości można znależć tu góry, suche pola, tak to mniej więcej wyglądało.


Piasek przy plaży był bardzo ciemny, więc sprawiało wrażenie,że woda przy brzegu jest brudna, ale po paru krokach  w głąb można było zaważyć czystość oceanu. To było chyba jednym minusem, który tam znalazłam, może dlatego, że jestem fanką przezroczystej wody, takiej prosto z basenu Karaibów lub jakby bliżej popatrzeć Majorki.


Ciężko było namówić kogokolwiek z moich towarzyszy podróży na zwiedzanie, gdy główną atrakcją dla wszystkich był basen, lecz udało się namówić na wypożyczenie auta i objechanie wyspy.Wzieliśmy reno cabrio, a ja robiłam za nawigację i zaznaczałam na mapie przebytą trasę.

***

Jechaliśmy wąską trasą wśród gór, strome uliczki i ostre zakręty nie zawsze sprzyjały mojemu żołądokowi w dodatku słońce paliło w głowe niemiłosiernie ale jakoś wytrwałam.W momencie gdy wjechaliśmy na szczyt gór, wjechaliśmy w chmury, po przebytej drodze w plącu słońcu, nagle przniknął mnie zimny wiatr, chmury były na wyciągnięcie ręki, coś niesamowitego.

***


 Przystanek robiliśmy dość rzadko, zatrzymywaliśmy się w różnych wioskach, lub punktach widokowych, wyspa ciekawa jak na objazd, nawet widziałam (co mnie zdziwiło) jakiś park z wielbłądami, choć nie spodziewałam się tych zwierząt na Kanarach, bo kojarzą mi się tylko  i wyłącznie z Afryką, ale gdyby nie patrzeć to Gran Canaria od Afryki daleko nie jest, więc może dlatego.

Jak opisać w jednym zdaniu tą wyspę?Powiedziałabym tak: Trochę Krety, trochę Tunezji, trochę Majorki i kropla Dominikany, na tej wyspię znalazłam właśnie po części coś z tych kraji.

Playa del Ingles nocą.

***


6 lotu może niektórym dać w kość ale warto zobaczyć coś nowego i podjąć to wyzwanie. Czy warto?

Jasne, że tak! Choć jeśli ktoś nie lubi dalekim wojaży a stawia tylko i wyłącznie na wypoczynek lub imprezy to z czystym sumieniem polecam Majorkę. 


 

***


 

"Cieszyła się wędrówką do nieznanych miejsc, 

oglądaniem nieznanych rzek,

a trudy wynagradzała jej pasja poznania"

 

 

Ocena wyspy:8/10

 


czwartek, 13 października 2011
(...)

Wkrótce opis z Gran Canarii --->

 

              

środa, 05 października 2011
Fc Barcelona. Przystanek w mieście piłki.

Na Barcelonę zaplanowano podobnie jak na Madryt 9h zwiedzania. Czemu tak?

Otóż tyle właśnie musi stać autokar zanim ruszy w dalsza drogę, a wiec mamy czas. Spacerowaliśmy po mieście bardzo długo, upal i zmęczenie dokuczało nam strasznie. 

Pomimo przebywanie w tym pięknym mieście nie miałam już sił na zwiedzanie ale mimo wszystko nie poddałam się i nasz pilot oprowadzał nas po ważnych miejscach w Barcelonie. Na stadion się nie wybrałam, z jednej strony dlatego ze wejście kosztowało 15euro a z drugiej dlatego ze piłka nożna po prostu mnie nie interesuje. ilość gadżetów dotycząca klubu Fc Barcelona była niezliczona, od breloczków, po piórniki, torby, ręczniki, czapki, koszulki, chyba wszystko można było znaleźć z tym napisem i w ich barwach.

W tym mieście wszystko mi się podobało, wszystko zachwycało, bo prawda jest taka ze gdziekolwiek nie pojadę wszystko mi się podoba, no dobra oprócz tego nieszczęsnego Paryża.

Panorama miasta.

Żeby tradycja stała się tradycja trzeba było „zaliczyć” kościoły i katedry, o zgrozo, wszystkie takie same i bez szalu, nudne jak flaki z olejem, no dobra jeden kościół był fajny, wyjątkowy? Miała w sobie cos innego, ze jednak mi się spodobała, SagradaFamila- kościół świętej rodziny, ikona miasta, na jego tworzenie Gaudi poświęcił 40 lat.

SagradaFamila

Zwiedzając Barcelonę należy pamiętać zwyczaj Hiszpan do popołudniowej siesty. Trwa ona zwykle od 14:00 do 17:00. To pora największych upałów. W tym czasie Hiszpanie mają przerwę w pracy. Sklepy, urzędy, muzea i inne instytucje są zamknięte.

Byliśmy tez w parku guella gdzie znajdowała się najdłuższa na świecie ławka. W parku mało co zobaczyliśmy bo już ruszaliśmy dalej.

Najdłuższa ławka na świecie.Park guella.


Pałac narodowy.

Pałac Narodowy zalicza się do jednych z najważniejszych muzeów w całej Hiszpanii. W środku nie byłam więc nie powiem jak jest, z zewnątrz tak jak widać;) Z tego co wiem to normalny bilet wstępu kosztuje 8,5 €, my akurat na to czasu nie mieliśmy, chęci tym bardziej.

Podobał mi się pomnik Kolumba który stoi w centrum miasta i wskazuje swoim długim palcem w stronę Ameryki. Nie daleko była ponoć sztuczna plaża, ale jakoś nie odnaleźliśmy jej, wiec dałyśmy sobie spokój.


Kolumb.

Gdybym miała wybrać, stwierdzić które miasto było fajniejsze, Madryt czy Barcelona? Miasta bardzo do siebie podobne, ale chyba Barcelona jest jeszcze lepsza, mimo ze Madryt darze wielkim uczuciem! 

 


Przed Kolumbem.

Nie wiem o co chodziło z tym mutantem, ale każdy robił zdjęcie, a nawet były do niego kolejki, no więc my też!

19:44, patilove89 , Hiszpania
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 września 2011
Viva Espana! Viva el Madrid!

Do hiszpańskiej stolicy przyjechaliśmy o 7 rano. Wymęczona i pół przytomna zwlekłam się z autokarowego siedzenia, które przez ostatnie dni doprowadzało mnie do szału, no ale przecież chciałam eurotrip to mam, Ciepełko i bezchmurne niebo od razu pokazało nam że jesteśmy w Hiszpanii. Po zimnym i mokrym Paryżu niczego innego nie pragnęłam bardziej jak hiszpańskiego słońca.


Madryt

Cóż to za wspaniałe miasto. Tętnice życiem na każdym kroku, kolorowe, ma swój zadziwiający urok, oczarowało mnie. 

 

Pierwsze co zobaczyliśmy to pałac królewski.No taki normalny jak to te pałace, bez szału.


Dzień zaczęliśmy od spaceru po mieście. O tak wczesnej porze mało było jeszcze ludzi ale z godziny na godziny wciąż przybywało.Z tego względu że byłyśmy zmęczone całonocna podróżą odrzuciłyśmy opcje muzeum i stadionu i wybraliśmy się do parku botanicznego. Gdzie mogłyśmy, że tak powiem krótko się zdrzemnąć.


El Retiro.

Umarłyśmy na dobrą godzinę. Po tej drzemce, ucięłyśmy sobie długi spacerek po parku ze względu na to ze miałyśmy 9h nie spieszyło nam się nigdzie.

***

***

Miasta całego obejsc się nie dało, jest ogromne. Hiszpania to zdecydowanie mój faworyt jest chodzi o Europe, nie tylko kontynent ale również wyspy są cudowne.Widziałam już sporo europejskich stolic ale jednak Madryt góruje raz z Lizboną.



23:56, patilove89 , Hiszpania
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 września 2011
Piękno lazurowej Francji-Nicea.

O mieście nie napiszę dużo bo widziałam tyle co nic;] Byliśmy za to na przepięknej promenadzie, na lazurowym wybrzeżu gdzie widok był nieziemski. Piękna woda, kamienista plaża, widok na góry, żyć nie umierać, miejsce typowe na wczasy dla bogatszych, Aż się boję spytać ile kosztują tam noclegi w hotelach przy plaży. My nocowaliśmy kawałek od miasta, w formule 1, Francuzi nigdy nie zrobili na mnie pozytywanego wrazenia, jeśli chodzi o ludzi, dra się po francusku, nawet im na myśl nie przyjdzie żeby się wysilić i powiedzieć coś po angielsku, uważają chyba, że każdy przebywający w Francji umie ich język. No ale to miasto im się udało.

Gdyby nie to południowe wybrzeże to pewnie nie lubiłabym tego kraju w ogóle, Paryżu już totalnie zepsuł moje wyobrażenie o Francji.

Jak dla mnie to Nicea to osobny piękny kraj który nie ma nic wspólnego z paskudną Francja.



12:42, patilove89 , Francja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2011
Paris again, czyli poraz drugi w francuskiej stolicy.

Do Paryża dotarliśmy dość późno ok. 24, spaliśmy w hostelu na obrzeżach miasta. Zakwaterowanie i prysznic przebiegły o dziwo bardzo szybko. Oczywiście bez krótkiej integracji u nas w pokoju się nie obeszło. Mimo zmęczenia posiedzieliśmy jeszcze do ok. 2 i spać bo rano czekało nas zwiedzanie miasta.

 

***


7:00 śniadanie no i w drogę. Po Paryżu poruszaliśmy się metrem. Na pierwszy ogień poszła katedra notre dame, gdy tylko ją zobaczyłam cofnęłam się o parę lat wstecz gdy po raz pierwszy byłam we Francji i stałam jak teraz przed katedrą podziwiając ją.

Patrząc na nią przypomina się bajka z dzieciństwa " Dzwonnik z Notre Dame".

Dalej Luwr… Nie było czasu aby stać i gigantycznej kolejki aby wejść do środka, z reszta byłam ja w środku kiedyś wiec nawet bym się nie pofatygowała żeby wejść tam po raz drugi. Z reszta kolejka która ciągła się była ogromna, nie wiem czy oglądaliście kiedyś film eurotrip był tam motyw z Paryżem i pokazana kolejka do Luwru, wiec uwierzcie mi to nie było przesadzone ten sznur ludzi jest jak najbardziej realny.


***

 

W następnej kolejności przeszliśmy się po polach elizejskich w stronę łuku triumfalnego.Mogłabym teraz powiedzieć fejsbukowo "Lubię to", ale czy lubić a podziwiać to to samo?


Łuk i Wieża Eiffa to dwie budowle które podobają mi się najbardziej w tym mieście, robią wrażenie. Pogoda nam nie dopisywała, co chwilę padał deszcz i było dość zimno, słońce wychodziło tylko czasem, rzuciło promienie i znów chowało się za chmurą więc deszcz jak najbardziej nam doskwierał.

Parę dni wcześniej:

Mama: zapakuj parasol, może ci się przyda.

Ja:no co ty mamo przecież jadę do Portugalii!

No właśnie ale nie przewidziałam ze przecież po drodze w trakcie zwiedzania może lunąć deszcz, no ale cóż. Zmokłam, ale przynajmniej zmokłam w Paryżu.

Przechadzając się wzdłuż ulic oprócz syfu można było czasami dostrzec coś ładnego, a może i nie?

 

***



Pod wieża Eiffla nie byliśmy, niby nie było czasu, byliśmy za to na tarasie widokowym, na wieżę Eiffla mogłabym patrzeć i patrzeć… żeby znajdowała się ona w innym mieście, bądź kraju, o jak fajnie byłoby wtedy patrzeć na nią….

 

Właśnie co do Paryża.

 Siedzę w autokarze, przez okno wpatrując się w budowle które mijamy, same szare i ponure budynki, czemu to miasto reklamowane jest jako miasto zakochanych? Guzik ma z tym wspólnego, Paryż można znienawidzić… czy go nienawidzę? Nie! Ale nie pałam do niego na pewno żadna sympatią, jak dla mnie jest za ponure, wręcz smutne doprowadzające do depresji. Byłam 2razy i 2 razy mi się nie podobało! Obym nie musiała oglądać tego miasta po raz trzeci.

Jakby miała oceniać sam Paryż dałabym 2/10 ale ze oceniam cały kraj a Francja ma jeszcze inne pięknie miejsca choćby na południowym wybrzeżu, to podnosi moja ocenę na korzyść Francji.

 

 

Ocena Paryża: 2/10

Ocena Francji: 6/10

18:36, patilove89 , Francja
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 września 2011
I AMsterdam

Podróż do Holandii trwała dość długo. Wyjechaliśmy ok 19 a byliśmy na miejscu w Amsterdamie ok 8 rano. Gdzie mieliśmy spędzić "aż" albo "tylko" 9h.  Na początku pogoda nie była zbyt dobra. Trochę zimno, trochę popadało, ogólnie pogoda na przemian raz ciepło raz zimno.

 

Najpierw śniadanie w mc a potem ruszyliśmy w miasto gdzie wzdłuż uliczek można było poczuyć to co tu legalne. Gdziekolwiek się nie poszło widać było cafeshoopy gdzie odpoczywający turyści popalali zioło.

Dzielnica czerwonych latarni (Red Light District), gdzie obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć, niezliczona ilość sex shopów to tutaj standard.  Jeśli chodzi o samo miasto to myślę, że ma swój klimacik, który przyciąga setki turystów i nie tylko w sezonie.

Plan miasta:


Spacer główną ulicą

***

Z ciekawości kupiłyśmy ciastka nadziewane czymś co miało nam poprawić humor, no i poprawiło, bo zastanawiałyśmy się potem jak fajnie nadaliśmy się nabrać na ten chwyt marketingowy.

 

***

 

Plac Dam

Gdy przychodził czas na odpoczynek siadałyśmy pośród innych turystów na placu Dam, co znaczy plac "tama" i znajduje się w samym sercu holenderskiej stolicy. Z jednej strony znajdował się pałac Królewski z drugiej gabinet figur woskowych.

Pałac Królewski

 

Gabinet figur woskowych

Gdy wejdzie się w którąś uliczkę, zobaczy się kawiarnie, sklepy, coffieshoopy albo po prostu dzielnicę chińską:)

Chinatown

 

A więc podsumowując miasto małe ale urocze z klimatem warto i pojechać, choćby po to aby przejść się ulicami Amsterdamu.

 

 

 

Ocena: 6/10


19:33, patilove89 , Holandia
Link Dodaj komentarz »
Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę