środa, 07 września 2011
I AMsterdam

Podróż do Holandii trwała dość długo. Wyjechaliśmy ok 19 a byliśmy na miejscu w Amsterdamie ok 8 rano. Gdzie mieliśmy spędzić "aż" albo "tylko" 9h.  Na początku pogoda nie była zbyt dobra. Trochę zimno, trochę popadało, ogólnie pogoda na przemian raz ciepło raz zimno.

 

Najpierw śniadanie w mc a potem ruszyliśmy w miasto gdzie wzdłuż uliczek można było poczuyć to co tu legalne. Gdziekolwiek się nie poszło widać było cafeshoopy gdzie odpoczywający turyści popalali zioło.

Dzielnica czerwonych latarni (Red Light District), gdzie obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć, niezliczona ilość sex shopów to tutaj standard.  Jeśli chodzi o samo miasto to myślę, że ma swój klimacik, który przyciąga setki turystów i nie tylko w sezonie.

Plan miasta:


Spacer główną ulicą

***

Z ciekawości kupiłyśmy ciastka nadziewane czymś co miało nam poprawić humor, no i poprawiło, bo zastanawiałyśmy się potem jak fajnie nadaliśmy się nabrać na ten chwyt marketingowy.

 

***

 

Plac Dam

Gdy przychodził czas na odpoczynek siadałyśmy pośród innych turystów na placu Dam, co znaczy plac "tama" i znajduje się w samym sercu holenderskiej stolicy. Z jednej strony znajdował się pałac Królewski z drugiej gabinet figur woskowych.

Pałac Królewski

 

Gabinet figur woskowych

Gdy wejdzie się w którąś uliczkę, zobaczy się kawiarnie, sklepy, coffieshoopy albo po prostu dzielnicę chińską:)

Chinatown

 

A więc podsumowując miasto małe ale urocze z klimatem warto i pojechać, choćby po to aby przejść się ulicami Amsterdamu.

 

 

 

Ocena: 6/10


19:33, patilove89 , Holandia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2011
Żegnaj Portugalio! cz.6

Portugalia jest niesamowitym krajem, nieco różniącym się od innych i od Hiszpanii, mimo sąsiedniego położenia. To co na mnie zrobiło wrażenie to Porto i Lizbona a co rozczarowało to Fatima. Nigdy nie interesowałam się zbytnio tym krajem, ale cieszę się, że pojechałam i zasmakowałam trochę tej "inności"  tego kraju.

7dni w naszej portugalskiej mieścinie minęły niezwykle szybko, o leżeniu na plaży niemal musiałam zapomnieć, bo w większości wycieczki pochłoneły mój czas.Choć wyjazd ten nie był do końca planowany, cieszę się, że pojechałam, zobaczyłam to co miałam zobaczyć i poznałam wspaniałych ludzi, z którymi mam nadzieje kontakt się nie urwie.

Już dzisiaj tęsknie za dziewczynami, z którymi dzieliłam pokój przez te dni, fajnie było by się jeszcze kiedyś gdzieś wybrać w takim składzie. Pewnie to przeczytacie więc dzięki za wspólnie spędzony czas w Portugalii jak i podczas całego "Eurotripu".

Zawsze co dobre szybko się kończy, chociaż to co najważniejsze-wspomnienia zostają i będą nam towarzyszyć na pewno przez długi czas;)


 

Ocena: 7/10

23:11, patilove89 , Portugalia
Link Komentarze (1) »
Po prostu Fatima. cz.5

Fatime skreśliłam z swojej listy od razu przy zapisach. Po co tam jechać, nie ma tam nic co by mnie zainteresowało. Ale podczas spaceru po Porto zadzwoniła mama. -Jak to nie chcesz jechać do Fatimy?! Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam co mi tam, skoro już tu jestem, a 15euro za wycieczkę to nie duży wydatek i warto zobaczyć to miejsce wiec zaraz po powrocie z Porto razem z Kaśka zapisałyśmy się mimo, że Kaśka jeszcze bardziej vetowała niż ja, no ale jakoś ja przekonałam. Spodziewając się cudu udaliśmy się do Fatimy, jakieś 1,5h jazdy od naszego miasteczka. Moje wyobrażenie Fatimie było takie, ze zaprowadza nas na pole w miejsce objawienia, ze będzie stal jakiś stary kościółek gdzie w tamtych czasach modliły się dzieci. Wszystko naturalne i proste tak jak było kiedyś, lub przynajmniej po części odwzorowane, myślałam o malej miejscowości z nie betonowanymi drogami i pasącymi się owcami. Wjeżdżając do miasta przeżyłam szok. Wzdłuż ulicy która jechaliśmy stal hotel za hotelem, piękne ekskluzywne hotel nazwane imionami dzieci, którym objawiła się matka boska, jakby czasem jakiś pielgrzym po przejściu placu na kolanach chciał potem posiedzieć w jaccuzi lub odpocząć w saunie.

 

Totalna porażka, komercja na każdym kroku, sklepików z świętymi rzeczami no jeden za drugim, multum, w sumie co ja się dziwie komercji przecież jest wszędzie. Miejsce „cudu” – pole, które chciałam zobaczyć to wybetonowany plac na którym postawiona bazylika.


Plac fatimski i kosciół

 

no i ten stary kościółek, który mi się marzył to wielki Koloch jeden z największych kościołów niedawno wybudowanych, który może pomieści ile tam ludzi , ponoć jeden z większych na świecie, po prostu super!

 

 

Gdyby tego było mało na placu znajdował się jakiś ..hmm jak to określić piec? W którym palił się duży ogień i w pobliskich sklepach można było kupić jakąś część ciała, hah np. nogę bądź nos lub małe dziecko i spalić w tym ogniu jeśli kobieta ma problem np. z zajściem w ciąże pali dziecko, jeśli ktoś nie może chodzić pali nogę, o to mniej więcej tam chodziło, jednym słowem porażka. Nie będę tu czarować ze było super i ze warto tam jechać bo nie po to jest ten blog, żeby tylko chwalić, ale także żeby mówić co nam się nie podoba no i jak dla mnie Fatime to kompletna lipa, niewarta czasu i nawet tych 15euro, no ale byli tez tacy co im się podobało, także opinie są różne. Jedynie co mi utknęło w pamięci to pieśń śpiewana przez pielgrzymów z Brazylii „Alleluja… „nuciłam ja jeszcze przez pewien czas od wyjazdu.

 

Cennie była tez wizyta w klasztorze Karmelitów tez bez szalu

i w Obidos gdzie były mury zamku, przeszliśmy się tylko po murze i wróciliśmy do autokaru.

 

Mimo, ze wycieczka była bez szalu, nawet się cieszyłam ze pojechałam bo w naszej miejscowości ponoć w ten dzień pogoda nie dopisała i dziewczyny nudziły się cały dzień w pokoju.

17:07, patilove89 , Portugalia
Link Komentarze (1) »
środa, 24 sierpnia 2011
Love or hate czyli przystanek Porto. Cz. 4

Do tego miasteczka mieliśmy już dalej ok. 2,5h.  W godzinach porannych wjechaliśmy do miasta, widok jaki zobaczyłam był jak kubeł zimnej wody. Tego nie da się opisać! Nawet w filmach nie widziałam coś tak pięknego, widok na most i na rzekę jest w mojej głowie nawet teraz jak tylko sobie o tym wspomnę.

Nie zdarzyłam zrobić zdjęcia, ale żadne zdjęcie nie oddałoby rzeczywistości takiego krajobrazu. Miasto tętni życiem na każdym krok już od rana. Zwyczajny dzień w porto wygląda jak jakaś parada bądź festyn.

Pielgrzymi z Brazylii.

Od rana mielimy z panią Margarita napięty plan zwiedzania, od kościołów i katedr do mostów i rejsu statkiem a przy tym towarzyszył nam nieziemski upal.

Kościół San Ildefonso

Byliśmy w księgarni na której wzrowała się J.K Rowling pisząc Harrego Poterra, opisując tamtejsza biblioteke, ksiegarnia na prawde przypominala tamta, stare książki, i dziwaczne schody, które można było zobaczyć na filmie.

Księgarnia

Tutaj na placu na którym znajduję się sławna dla Portugalczyków "wieża z duchownych" i ciekawa legenda dotycząca niej.


Wieża z duchownych

Jeżdżące po Porto jak i po Lizbonie tramwaje były nieco charakterystyczne i nieco różniące się od naszych. Tutaj zdjęcie takowego właśnie zabytkowego tramwaju.

***

Uniwersytet w Porto

Nasza przewodniczka prowadziła nas różnymi drogami w mieście, raz mijaliśmy wille i bogate apartamenty a raz szliśmy ulicami o których można było powiedzieć, że "Bóg zapomniał". (słowa przewodniczki)



Punktów widokowych w mieście było wiele i nie trzeba było za nie płacić jak w Lizbonie -wspomniała Pani Margarita.

Tak jak i w portugalskiej stolicy tak i w owym portugalskim mieście było na co popatrzeć ale zabrakło mi chwili, żeby przystanąć na dłuższy moment i pozachwycać się widokami, zaczerpnąć dłuższą chwilę tamtego powietrza i pomyśleć o tym mieście jak o czymś wspanialszym co mogłam w swoim życiu zobaczyć.

Widok na miasto.

Gdy zeszliśmy na dół czekał na 40minutowy rejs statkiem. Zmęczenie na nim dopadło mnie i nieustannie ziewając powstrzymywałam się aby nie spać i ogladąć widoki od strony rzeki.

Gdy nasz "rejs" dobiegł końca udaliśmy się do jednej ze starszych winiarni. Tam przewodniczka (Polka) oprowadziła nas po winiarni po czym zaprosiła na degustację ich wina.


Widzieliśmy piękny most zaprojektowany przez ucznia Eiffla, tradycja mówi że trzeba z niego skoczyć do rzeki która jest jedna z najczystszych  i widać było dużo osób skaczących, a było trochę wysoko i nie wiem czy mogłabym to zrobić i utrzymać portugalską tradycję.

Most ucznia Eiffla.

Gdy stoję kilka metrów nad ziemią na moście i rozpowszechnia się przede mna wspaniały widok na miasto, czuje ze żyje, ze dla takich widoków i wspomnień warto wstać rano i ruszać w dalszą podróż. Dziękuję Bogu ze moje oczy mogą ujrzeć tak wspaniałe miejsca jak Porto. Za każdym razem jak zamykam oczy widzę to miasto tak jak byłabym tam przed chwilą. Przewodniczka powiedziała ze miasto można pokochać albo znienawidzić. Ja zdecydowanie pokochałam i moja noga  jeszcze tam postanie.

Miasto we mgle. Widok z mostu.

 

Ostatni rzut oka na miasto z autokaru, zdjęcie trochę niewyraźne dlatego nie oddaje w pełni realnego widoku.

 



 

***


wtorek, 23 sierpnia 2011
LisBoa. Z wizytą w portugalskiej stolicy. cz.3

Na wycieczkę do stolicy wybraliśmy się wcześnie rano, od naszej miejscowości dzieli nas jedynie godzina drogi. Na początku spokojny spacerek po mieście. Trochę wolnego czasu.

Później gdy dołączyła do nas nasza portugalsko-polska przewodniczka rozpoczęło się intensywne zwiedzanie miasta. Kaplice, kościoły, pomniki standard i to czego nie lubię.

Nie daleko widać było most Vasco da Gama z 1988 roku należy do najdłuższych na świecie, jego długość to 17,2 km.

Później udaliśmy się całą grupą do dzielnicy Belem (Betlejem).

Klasztor Hieronimitów w dzielnicy Belem.

Zbudowany  jako wyraz dziękczynienia za szczęśliwą wyprawę Vasco da Gamy do Indii. I tam właśnie po raz pierwszy dowiedziałam się że nie mówi się Vasco tylko Vaszko. Ale to tak na marginesie. Klasztor jak każdy ładny w środku, ale te wszystkie kościoły, klasztory  i bazyliki wewnątrz wyglądają tak samo, dlatego po 2-3 po prostu mnie to nudzi.

Następny punkt wycieczki, myślę, że trochę ciekawszy ze względu na widoki.


Torre de Belém - Wieża Betlejemska
 

Wieża jest symbolem złotego wieku odkryć i ówczesnej potęgi militarnej Portugalii. Torre de Belém wpisano na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.




Mapa wypraw.

Na placu nie opodal wieży znajdowała się mapa wypraw żeglowych jak i posągi wszystkich ważnych żeglarzy.


W strasznym upale wspinaliśmy się pod górę w stronę zamku. Widoki lisbońskie były tego warte mimo parogodzinnego chodzenia i zwiedzania i towarzyszącemu temu bólu nóg, Lizbona to piękne miasto, charakterystyczne i nieco różniące się od innych europejskich stolic. A gdy tylko zapada zmrok na ulice wychodzą tłumy ludzi. Siedzą w pobliskich knajpach, zamawiają coś do jedzenia, picia i przesiadują całymi grupkami długimi godzinami. Miasto tętni życiem a widoki zapierają dech w piersiach.

Charakterystyczna rzeczą dla większości portugalskich miast są domki z czerwonymi dachami, jak widać na zdjęciu, tworzy to bardzo ciekawy widok na cale miasto.

 

Po mieście chodziliśmy do późnych godzin, jeszcze gdy zapadł zmrok, kręciliśmy się po mieście i podziwialiśmy Zycie portugalczyków, radosne jakby się wydawało i beztroskie. Przewodniczka podkreśliła ten fakt, ze Portugalczycy nie lubią siedzieć w swoim czterech ścianach i wieczorami wychodzą do innych ludzi i wspólnie spędzają czas. I to właśnie było widać w Lizbonie, mieście, które zrobiło na mnie niesamowite wrażenie.

Zmęczona ale i szczęśliwa ze zobaczyłam coś nowego wróciłam do autokaru. Do hotelu dotarliśmy w późnych godzinach nocnych.

12:57, patilove89 , Portugalia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 sierpnia 2011
Welcome in Portugal. cz.2

Welcome in Portugal.

 

Jak dobrze było w końcu wyciągnąć się na normalnym łóżku, rozprostować nogi i normalnie zasnąć.

Po 3 dniach jazdy byłam wykończona. Miejscowość w której mieszkaliśmy to Praia de areia blanca. Miejscowość nie duża, ale turystów było sporo. Jeśli chodzi o pogodę, to w dzień zazwyczaj gorąco a wieczory chłodne na tyle, że bez dłuższego rękawa się nie obeszło.

Zabawa w jednej z portugalskich miasteczek.

Jeśli mam być szczera, nigdy Portugalia jakoś specjalnie mnie nie interesowała, ale przeważnie jak tak jest, to jestem później pozytywnie zaskoczona i tak było również w tym przypadku.

Portugalia jest piękna i charakterystyczna. Piasek na plaży koloru hmm ciemny żółty troche pomieszany z beżem? Sama nie wiem, ale w raz z brunatnymi skałami, które się tam znajdowały, tworzył się cudowny widok, na który mogłam patrzeć godzinami…

Praia de areia blanca

 

Jeśli chodzi o ceny, no to nie ma co się oszukiwac, jest dość drogo. Szczególnie w dużych miastach takich jak Lizbona czy Porto.

Dzień za dniem leciał bardzo szybko. Wylegiwania na plaży było może ze 2 dni a tak to wycieczki. Od oceany wiał silny wiatr więc gdy tylko zaszło słońce było dość chłodno. Ocean był lodowaty! Gdy tylko zamoczyłam nogi zaraz zaczęły mnie boleć z zimną więc zerowe szanse na popływanie w nim, choć inni się kąpali.

 

Udałam się na 3 wycieczki:

Lizbona Porto i Fatima. I dobrze, wolę zwiedzać. Nowe miasta oznaczają nowe zabytki i widoki a więc coś dla mnie. Fakt wyjazdy te były męczące, mieliśmy bardzo dokładną przewodniczkę-Margaritę, która chciała pokazać nam praktycznie wszystko co możliwe, za co bardzo Pani dziękuje.

Czasami wieczorkiem razem  z Kaśką chodziłyśmy na zachody słońca, widoki nieziemskie, robiłyśmy zdjęcia i wpatrywałyśmy się jak słońce chowa się za horyzontem.

 

I gdy tylko się chowało, nasza miejscowość zaczynała tętnić życie jak i my. Większość czasu przesiadywaliśmy na naszym integracyjnym tarasie  a później kto chciał mógł pójść na dyskotekę, która znajdowała się rzut beretem od naszego hostelu.

Taras*

Taras 2*

Disco

Tshitrowe party.

 

Festyn.

Życie Portugalczyków różni się od naszego, prowadzą można powiedzieć bardziej „wyluzowany” tryb życia. Śniadanie jedzą bardzo lekkie tak jak i lunch który jest w godzinach naszego największego posiłku-obiadu a ich największy posiłek tzw obiad jedzą dopiero o godzinie 21 także dosyć późno. Później zaczyna się życie. Wychodzą do ludzi, do barów, klubów, spotykają się w licznych gronach, przesiadują do późnych godzin nocnych. Studenci mają tu bardzo urozmaicone życie;)

Tak to właśnie wyglądało wieczorem w Lizbonie.

sobota, 20 sierpnia 2011
Pilot cz. I

Już po paru godzinach nieustannej jazdy w autokarze czuć zmęczenia, to co ze siedzisz, jak się można zmęczyć? No można .Nogi skulone pod siebie, wygięta w niekształtne pozy. Tak jedziemy do Holandii.

Gdzie spędzamy 9h. Nasz punkt docelowy to Amsterdam. (Opis wkrótce) à zakładka Holandia.)

Już we Francji dopada mnie nuda, czemu nie wzięłam nic do czytania? Choćby jedna książka lub gazeta z pewnością umiliłaby mi drogę. Ale tak się spieszyłam wychodząc z domu, żeby nie daj Boże nie spóźnić się na autokar, który w ostateczności też był spóźniony, jednak tylko godzinę więc dało się przeżyć. We Francji dojeżdżamy do Paryża (Opis wkrótce) à zakładka Francja)i lokujemy się na obrzeżach miasta. Na następny dzień zwiedzanie Paryża o ile można to nazwać zwiedzaniem.

Przejazd przez Hiszpanię to katorga ciągnąca się w nieskończoność. Ale lubię Hiszpanię. Klimacik jak nigdzie indziej w Europie i na pewno stawiam ją wysoko na mojej liście ulubionych państw. Przecież można było prościej, taka maszyna jak samolot przenosi nas w takich odległościach w krótkim czasie, można było przecież iść na wygodę. Ale kto widział samolotowy Eurotrip? To bez sensu, a tu wszystko musi mieć sens, każde miasto, każda droga, każdy widok. Podróż lepiej smakuje wtedy gdy po 3 dniach jazdy powiesz sobie dałam radę! I będziesz dumy z tego że mimo zmęczenia i koszmarnie długiej drogi robisz to co chcesz robić, podróżujesz…

Docieramy do Madrytu…tam spędzamy kilka godzin po czym znów ruszamy w drogę.

Na termometrze 34 C. Dzięki Bogu za klimatyzacje, gdy wychodzi się na postój bucha w Ciebie żar niczym z Afryki…

Do Portugalii docieramy ok. 1 w nocy, zmęczeni, padnięci, z jednym marzeniem prysznic i łózko.

Zakwaterowanie : Ja, Świderek, Karino, Kaśka, Paulinka i Domi ;) i tu my w komplecie.

 

sobota, 06 sierpnia 2011
No i w drogę...!

No i pojechała w Europę!

Powrót 20 sierpień, adios!

 

piątek, 05 sierpnia 2011
Spakowana;)

No i udało się dopiąć suwak w torbie. Nawet nie spodziewałam się, że moja "mała" torba tyle pomieści. Tym razem nie szalałam z ciuchami i strojami, w końcu jadę drogą lądową i może być cięzko z dzwiganiem tylu rzeczy.

Jutro start godz 17. Pierwszy przystanek Amsterdam.

 

niedziela, 31 lipca 2011
in the pursuit of dreams

W szalonym tempie spelniam swoje marzenia. Na początku w planie na rok 2011 była Dominikana i Kanary. Dwa kraje jak na rok były dla mnie jak dotąd wystarczające, ale jak to mawiają „Apetyt rośnie w miare jedzenia” .

Już po Dominikanie wiedziałam ze wakacje „w domu” to nie dla mnie i żeby nie dać przygnieść się szarej rzeczywistości, zaczęlam obmyślać nowy plan „podróży”.

W gre wchodziła Chorwacja, dlugo nad nią myślałam i tak opcja już prawie doszłaby do skutku gdyby nie to, że postanowiłam rzucic się jednak na cos głębszego, na coś co pozwoli mi odwiedzic wiekszą ilość państw niż tylko jedno.

A wiec Chorwacja poczeka…

Do planu dzialania dodalam państwa takie jak Holandia, Francja, Hiszpania, Portugalia i Irlandia.

Plan wiec wyglada tak:

06.08-20.08 – Eurotrip (Holandia, Francja, Hiszpania, Portugalia)

30.08-6.09  - Gran Canaria

22.09-26.09 Irlandia

Jak dla mnie bomba! Od dominikańskich chwil minęło już wystarczająco dużo zmarnowanego czasu i pora ruszyć w droge.

Mysle, że jak na 2011 rok to wystarczy i postaram się nie dać namówic do konca roku już na żaden wyjazd. Zresztą moje fundusze i tak nie pozwoliłyby mi już nigdzie pojechać i chwilowa mysl o grudniu w Kenii niestety musi zostać anulowana  przez „sily wyższe”.

A więc  lista wyjazdów na ten rok zostala wyczerpana!!

 

Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę