wtorek, 23 sierpnia 2011
LisBoa. Z wizytą w portugalskiej stolicy. cz.3

Na wycieczkę do stolicy wybraliśmy się wcześnie rano, od naszej miejscowości dzieli nas jedynie godzina drogi. Na początku spokojny spacerek po mieście. Trochę wolnego czasu.

Później gdy dołączyła do nas nasza portugalsko-polska przewodniczka rozpoczęło się intensywne zwiedzanie miasta. Kaplice, kościoły, pomniki standard i to czego nie lubię.

Nie daleko widać było most Vasco da Gama z 1988 roku należy do najdłuższych na świecie, jego długość to 17,2 km.

Później udaliśmy się całą grupą do dzielnicy Belem (Betlejem).

Klasztor Hieronimitów w dzielnicy Belem.

Zbudowany  jako wyraz dziękczynienia za szczęśliwą wyprawę Vasco da Gamy do Indii. I tam właśnie po raz pierwszy dowiedziałam się że nie mówi się Vasco tylko Vaszko. Ale to tak na marginesie. Klasztor jak każdy ładny w środku, ale te wszystkie kościoły, klasztory  i bazyliki wewnątrz wyglądają tak samo, dlatego po 2-3 po prostu mnie to nudzi.

Następny punkt wycieczki, myślę, że trochę ciekawszy ze względu na widoki.


Torre de Belém - Wieża Betlejemska
 

Wieża jest symbolem złotego wieku odkryć i ówczesnej potęgi militarnej Portugalii. Torre de Belém wpisano na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.




Mapa wypraw.

Na placu nie opodal wieży znajdowała się mapa wypraw żeglowych jak i posągi wszystkich ważnych żeglarzy.


W strasznym upale wspinaliśmy się pod górę w stronę zamku. Widoki lisbońskie były tego warte mimo parogodzinnego chodzenia i zwiedzania i towarzyszącemu temu bólu nóg, Lizbona to piękne miasto, charakterystyczne i nieco różniące się od innych europejskich stolic. A gdy tylko zapada zmrok na ulice wychodzą tłumy ludzi. Siedzą w pobliskich knajpach, zamawiają coś do jedzenia, picia i przesiadują całymi grupkami długimi godzinami. Miasto tętni życiem a widoki zapierają dech w piersiach.

Charakterystyczna rzeczą dla większości portugalskich miast są domki z czerwonymi dachami, jak widać na zdjęciu, tworzy to bardzo ciekawy widok na cale miasto.

 

Po mieście chodziliśmy do późnych godzin, jeszcze gdy zapadł zmrok, kręciliśmy się po mieście i podziwialiśmy Zycie portugalczyków, radosne jakby się wydawało i beztroskie. Przewodniczka podkreśliła ten fakt, ze Portugalczycy nie lubią siedzieć w swoim czterech ścianach i wieczorami wychodzą do innych ludzi i wspólnie spędzają czas. I to właśnie było widać w Lizbonie, mieście, które zrobiło na mnie niesamowite wrażenie.

Zmęczona ale i szczęśliwa ze zobaczyłam coś nowego wróciłam do autokaru. Do hotelu dotarliśmy w późnych godzinach nocnych.

12:57, patilove89 , Portugalia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 sierpnia 2011
Welcome in Portugal. cz.2

Welcome in Portugal.

 

Jak dobrze było w końcu wyciągnąć się na normalnym łóżku, rozprostować nogi i normalnie zasnąć.

Po 3 dniach jazdy byłam wykończona. Miejscowość w której mieszkaliśmy to Praia de areia blanca. Miejscowość nie duża, ale turystów było sporo. Jeśli chodzi o pogodę, to w dzień zazwyczaj gorąco a wieczory chłodne na tyle, że bez dłuższego rękawa się nie obeszło.

Zabawa w jednej z portugalskich miasteczek.

Jeśli mam być szczera, nigdy Portugalia jakoś specjalnie mnie nie interesowała, ale przeważnie jak tak jest, to jestem później pozytywnie zaskoczona i tak było również w tym przypadku.

Portugalia jest piękna i charakterystyczna. Piasek na plaży koloru hmm ciemny żółty troche pomieszany z beżem? Sama nie wiem, ale w raz z brunatnymi skałami, które się tam znajdowały, tworzył się cudowny widok, na który mogłam patrzeć godzinami…

Praia de areia blanca

 

Jeśli chodzi o ceny, no to nie ma co się oszukiwac, jest dość drogo. Szczególnie w dużych miastach takich jak Lizbona czy Porto.

Dzień za dniem leciał bardzo szybko. Wylegiwania na plaży było może ze 2 dni a tak to wycieczki. Od oceany wiał silny wiatr więc gdy tylko zaszło słońce było dość chłodno. Ocean był lodowaty! Gdy tylko zamoczyłam nogi zaraz zaczęły mnie boleć z zimną więc zerowe szanse na popływanie w nim, choć inni się kąpali.

 

Udałam się na 3 wycieczki:

Lizbona Porto i Fatima. I dobrze, wolę zwiedzać. Nowe miasta oznaczają nowe zabytki i widoki a więc coś dla mnie. Fakt wyjazdy te były męczące, mieliśmy bardzo dokładną przewodniczkę-Margaritę, która chciała pokazać nam praktycznie wszystko co możliwe, za co bardzo Pani dziękuje.

Czasami wieczorkiem razem  z Kaśką chodziłyśmy na zachody słońca, widoki nieziemskie, robiłyśmy zdjęcia i wpatrywałyśmy się jak słońce chowa się za horyzontem.

 

I gdy tylko się chowało, nasza miejscowość zaczynała tętnić życie jak i my. Większość czasu przesiadywaliśmy na naszym integracyjnym tarasie  a później kto chciał mógł pójść na dyskotekę, która znajdowała się rzut beretem od naszego hostelu.

Taras*

Taras 2*

Disco

Tshitrowe party.

 

Festyn.

Życie Portugalczyków różni się od naszego, prowadzą można powiedzieć bardziej „wyluzowany” tryb życia. Śniadanie jedzą bardzo lekkie tak jak i lunch który jest w godzinach naszego największego posiłku-obiadu a ich największy posiłek tzw obiad jedzą dopiero o godzinie 21 także dosyć późno. Później zaczyna się życie. Wychodzą do ludzi, do barów, klubów, spotykają się w licznych gronach, przesiadują do późnych godzin nocnych. Studenci mają tu bardzo urozmaicone życie;)

Tak to właśnie wyglądało wieczorem w Lizbonie.

sobota, 20 sierpnia 2011
Pilot cz. I

Już po paru godzinach nieustannej jazdy w autokarze czuć zmęczenia, to co ze siedzisz, jak się można zmęczyć? No można .Nogi skulone pod siebie, wygięta w niekształtne pozy. Tak jedziemy do Holandii.

Gdzie spędzamy 9h. Nasz punkt docelowy to Amsterdam. (Opis wkrótce) à zakładka Holandia.)

Już we Francji dopada mnie nuda, czemu nie wzięłam nic do czytania? Choćby jedna książka lub gazeta z pewnością umiliłaby mi drogę. Ale tak się spieszyłam wychodząc z domu, żeby nie daj Boże nie spóźnić się na autokar, który w ostateczności też był spóźniony, jednak tylko godzinę więc dało się przeżyć. We Francji dojeżdżamy do Paryża (Opis wkrótce) à zakładka Francja)i lokujemy się na obrzeżach miasta. Na następny dzień zwiedzanie Paryża o ile można to nazwać zwiedzaniem.

Przejazd przez Hiszpanię to katorga ciągnąca się w nieskończoność. Ale lubię Hiszpanię. Klimacik jak nigdzie indziej w Europie i na pewno stawiam ją wysoko na mojej liście ulubionych państw. Przecież można było prościej, taka maszyna jak samolot przenosi nas w takich odległościach w krótkim czasie, można było przecież iść na wygodę. Ale kto widział samolotowy Eurotrip? To bez sensu, a tu wszystko musi mieć sens, każde miasto, każda droga, każdy widok. Podróż lepiej smakuje wtedy gdy po 3 dniach jazdy powiesz sobie dałam radę! I będziesz dumy z tego że mimo zmęczenia i koszmarnie długiej drogi robisz to co chcesz robić, podróżujesz…

Docieramy do Madrytu…tam spędzamy kilka godzin po czym znów ruszamy w drogę.

Na termometrze 34 C. Dzięki Bogu za klimatyzacje, gdy wychodzi się na postój bucha w Ciebie żar niczym z Afryki…

Do Portugalii docieramy ok. 1 w nocy, zmęczeni, padnięci, z jednym marzeniem prysznic i łózko.

Zakwaterowanie : Ja, Świderek, Karino, Kaśka, Paulinka i Domi ;) i tu my w komplecie.

 

sobota, 06 sierpnia 2011
No i w drogę...!

No i pojechała w Europę!

Powrót 20 sierpień, adios!

 

piątek, 05 sierpnia 2011
Spakowana;)

No i udało się dopiąć suwak w torbie. Nawet nie spodziewałam się, że moja "mała" torba tyle pomieści. Tym razem nie szalałam z ciuchami i strojami, w końcu jadę drogą lądową i może być cięzko z dzwiganiem tylu rzeczy.

Jutro start godz 17. Pierwszy przystanek Amsterdam.

 

niedziela, 31 lipca 2011
in the pursuit of dreams

W szalonym tempie spelniam swoje marzenia. Na początku w planie na rok 2011 była Dominikana i Kanary. Dwa kraje jak na rok były dla mnie jak dotąd wystarczające, ale jak to mawiają „Apetyt rośnie w miare jedzenia” .

Już po Dominikanie wiedziałam ze wakacje „w domu” to nie dla mnie i żeby nie dać przygnieść się szarej rzeczywistości, zaczęlam obmyślać nowy plan „podróży”.

W gre wchodziła Chorwacja, dlugo nad nią myślałam i tak opcja już prawie doszłaby do skutku gdyby nie to, że postanowiłam rzucic się jednak na cos głębszego, na coś co pozwoli mi odwiedzic wiekszą ilość państw niż tylko jedno.

A wiec Chorwacja poczeka…

Do planu dzialania dodalam państwa takie jak Holandia, Francja, Hiszpania, Portugalia i Irlandia.

Plan wiec wyglada tak:

06.08-20.08 – Eurotrip (Holandia, Francja, Hiszpania, Portugalia)

30.08-6.09  - Gran Canaria

22.09-26.09 Irlandia

Jak dla mnie bomba! Od dominikańskich chwil minęło już wystarczająco dużo zmarnowanego czasu i pora ruszyć w droge.

Mysle, że jak na 2011 rok to wystarczy i postaram się nie dać namówic do konca roku już na żaden wyjazd. Zresztą moje fundusze i tak nie pozwoliłyby mi już nigdzie pojechać i chwilowa mysl o grudniu w Kenii niestety musi zostać anulowana  przez „sily wyższe”.

A więc  lista wyjazdów na ten rok zostala wyczerpana!!

 

wtorek, 26 lipca 2011
Eurotrip:)

I urodził się nowy plan Eurotrip:) Spełniam swoje podróżnicze wojaże w szybszym tempie niż przewidywałam.
Cieszę się z zwiedzenia Amsterdamu, z odnowienia wiedzy o Paryżu a także pierwszy raz rzut okiem na Barcelone i Portugalską stolicę.
Nie mogę się doczekać,aż znów wyjadę i zasmakuję życia "w drodze".

Twierdzą, że zwariowałam...
       tak zwariowałam...
                    ze szczęścia;)

A więc
welcome to Holand,
welcome to France,
welcome to Spain,
welcome to Portugal;)


Trasa:




piątek, 22 lipca 2011
5 dni w Irlandii...!

Zabukowany bilet w Ryanairze na 22.09 do Dublina:) Jeszcze trochę czasu mam;)

Odwiedzę Elizę i mam nadzeję, że pokaże mi co nie co w Irlandii:)

 

Pozdrawiam

 

P.A

czwartek, 14 lipca 2011
(...) Odliczanie do Gran Canarii.

Chwila, która spędza sen z moich powiek, dni które pamiętam po dziś dzień.

Podróż, która staje się magią i wspomnienia, które budzą się we mnie każdego dnia.

Myślę, że to dopiero początek, że to co najlepsze jeszcze czeka na mnie,

Że tyle jeszcze pozostało do odkrycia…



wtorek, 05 lipca 2011
...bo marzy mi się Kuba!

No i przyszły wakacje, myśl, że mam siedzieć w domu tyle czasu przeraża mnie.

Chorwacja nie wypaliła... a że nie miałam planu awaryjnego, muszę spędzić cały miesiąc w domu. Sierpień praktycznie też bo Gran Canaria jest obstawiona dopiero na 30 sierpnia! Długo za długo.

Może i bym pojechała... marzy mi się krótki Eurotrip. Paryż, Nicea, St.Tropez, może dalej może Barcelona, Lizbona...ale jednak myśl, że nie uzbieram wstarczających funduszy na Kubę która planuję na marzec/kwiecień 2012 mnie przeraża.

Poświęce jednak te wakacje, odłożę pieniądzę aby znów znależć się w raju, choćby te 14 dni...

 

 

P.A

Następna planowna podróż:


Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę