piątek, 21 października 2011
Czas na Kanary...

Byliście kiedyś w chmurach? I nie chodzi mi tutaj o lot samolotem czy bujanie w obłokach ale o prawdzwe chmury.Leżąc w cabrio i nie ustanie gapiąc się w niebo, myślę jak w paru zdaniach opiszę tę dziwną, męczącą ale ciekawą podróż.Podróż przez chmury...

 

***

Pomysł aby udać się na Gran Canarię padł dość szybko, chyba nawet już w poprzednie wakacje. Przeszukiwanie ofert trwało dłużej niż zwykle ze względu na to, że jechaliśmy dość liczną grupą. Po długich negocjacjach wspólnie wbralismy miejscowość Playa del Ingles i hotel Beverly Park.


Miał być lot z Poznania, ale nie raz nie wszystko idzie po naszej myśli, pare tygodnii przed wyjazdem zmienili nam wylot na Warszawę, co oczywiście nikomu się nie uśmiechało, ale ze względu dość promocyjnej ceny wyjazdu, przystaliśmy na tę zamianę.Lot trwał 6h, ze względu na to, że samolot był średniej wielkości, mogę zaliczyć ten lot to średnio męczących. No ale tradycją było to, że większość czasu przespałam więc chyba nie mam co narzekać.Lądowanie w Las Palmas uważam za...po prostu nie fajne. Samolot "chyba"trochę dziwnie się zachowywał, gwałtowanie hamował i nie miłosiernie bujał się, wszystko wyjaśniło się po wyjściu z samolotu gdy było widać już wychodzącego pilota a raczej pilotkę;)

Pół godzinki i już kwaterujemy się w hotelu, bez problemowo, szybko, sprawnie.Mimo 3 gwiazdek hotel był świetny, oczywiście chował się do Bavaro na Dominikanie, ale na pewno przebijał wszystkie inne w których dane mi było mieszkać.Jeśli chodzi o wyspę, jest to powulkaniczna wyspa, więc większości można znależć tu góry, suche pola, tak to mniej więcej wyglądało.


Piasek przy plaży był bardzo ciemny, więc sprawiało wrażenie,że woda przy brzegu jest brudna, ale po paru krokach  w głąb można było zaważyć czystość oceanu. To było chyba jednym minusem, który tam znalazłam, może dlatego, że jestem fanką przezroczystej wody, takiej prosto z basenu Karaibów lub jakby bliżej popatrzeć Majorki.


Ciężko było namówić kogokolwiek z moich towarzyszy podróży na zwiedzanie, gdy główną atrakcją dla wszystkich był basen, lecz udało się namówić na wypożyczenie auta i objechanie wyspy.Wzieliśmy reno cabrio, a ja robiłam za nawigację i zaznaczałam na mapie przebytą trasę.

***

Jechaliśmy wąską trasą wśród gór, strome uliczki i ostre zakręty nie zawsze sprzyjały mojemu żołądokowi w dodatku słońce paliło w głowe niemiłosiernie ale jakoś wytrwałam.W momencie gdy wjechaliśmy na szczyt gór, wjechaliśmy w chmury, po przebytej drodze w plącu słońcu, nagle przniknął mnie zimny wiatr, chmury były na wyciągnięcie ręki, coś niesamowitego.

***


 Przystanek robiliśmy dość rzadko, zatrzymywaliśmy się w różnych wioskach, lub punktach widokowych, wyspa ciekawa jak na objazd, nawet widziałam (co mnie zdziwiło) jakiś park z wielbłądami, choć nie spodziewałam się tych zwierząt na Kanarach, bo kojarzą mi się tylko  i wyłącznie z Afryką, ale gdyby nie patrzeć to Gran Canaria od Afryki daleko nie jest, więc może dlatego.

Jak opisać w jednym zdaniu tą wyspę?Powiedziałabym tak: Trochę Krety, trochę Tunezji, trochę Majorki i kropla Dominikany, na tej wyspię znalazłam właśnie po części coś z tych kraji.

Playa del Ingles nocą.

***


6 lotu może niektórym dać w kość ale warto zobaczyć coś nowego i podjąć to wyzwanie. Czy warto?

Jasne, że tak! Choć jeśli ktoś nie lubi dalekim wojaży a stawia tylko i wyłącznie na wypoczynek lub imprezy to z czystym sumieniem polecam Majorkę. 


 

***


 

"Cieszyła się wędrówką do nieznanych miejsc, 

oglądaniem nieznanych rzek,

a trudy wynagradzała jej pasja poznania"

 

 

Ocena wyspy:8/10

 


Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę