czwartek, 05 września 2013
Jedno oko na Maroko, wrzesień 2013

Wybierając Maroko jak cel swojej podróży myślałam tylko o meczecie Hassana i Cassablance, sławnej z filmu o tym samym tytule, niestety, podczas wyjazdu nie było mi zobaczyć ani tego ani tego, Cassablanke zastąpiłam Marrakeszem, który jak najbardziej spełnił mój wyimaginowany obraz zachodniej Afryki.

 

***

  

Zapisując się na Maroko, w gruncie rzeczy wcale się nie cieszyłam,

 

-”coś pomiędzy Kanarami a Egiptem”, może ma coś z Tunezji? Cywilizacja czy zacofanie? Wielbłądy czy osły?

 

Na miejscu okazało się, że było wszystkiego po trochę.

Maroko mnie zaskoczyło, pozytywnie, myślałam, że będzie dużo gorzej, brudniej?

 

Agadir, ze swoimi 718000 mieszkańcami robi wrażenie, miasto ładne, zadbane, turystyczne, choć na promenadzie było dużo więcej mieszkańców niż turystów. Kobiety z głowami zasłoniętymi, czasami całkiem ubrane na czarno, przyciągały naszą uwagę, ale i działało to w dwie strony, moje odsłonięte ramiona, nogi, blond włosy wywoływały u nich taką samą reakcje. Może to nie było zdziwienie tylko wyklinanie, że Allah na pewno się na mnie zemści za to, że pokazuje włosy.

 

Wracając do Agadiru, miasto naprawdę ładne i czyste, dużo ładniejsze niż np. egipska Hurghada. Nasz hotel znajdował się przy promenadzie, która oddzielała nas od plaży.

 


Pogoda w Agadirze różni się od reszty kraju, rano przeważnie jest duża mgła tak do południa, pózniej wychodzi słońce, ale wieczory są chłodne, wieje wiatr od Atlantyku, natomiast w Marrakeszu skwar i 40 stopni cały czas.

Sama plaża, pasek ciemnożółty, a ocean jak to ocean, (tutaj punktuje Egipt ze swoim morzem czerwonym) czyste ale ma nie ciekawy ciemny kolor.

 

Mieliśmy swoją prywatną plaże, co było bardzo dobrze bo ograniczało dostęp handlarzy, gdyby nie to na pewno już by stali mi nad głową wpychając „cudy nie widy”.

Ich waluta to Dinar, 1DH to 0,40gr. Ceny w Agadirze w miarę przystępne, choć to 100% przebitki niż w Marrakeszu.

Byliśmy w hotelu Royal Decameron Tafukt, bardzo fajny 4* obiekt, bardzo dobre jedzenie, którego zupełnie się nie spodziewałam, myśląc wcześniej, że dobre jedzenie w Afryce nie istnieje. A jednak.

 

Animacje na 6, chyba najlepsze na jakich kiedykolwiek byłam, a trochę tego już widziałam, grupa z różnych krajów, ale najlepsza była ekipa z Jamajki, która codziennie dawała taki popis, że wcześniej mogłam sobie w tv jedynie zobaczyć.


Wszyscy byliśmy nimi zachwyceni.



Do Marrakeszu wybrałam się z mama z biura „z promenady”. Trochę było ryzykowane, jednak na szczęście, nie zostałyśmy oszukane i wycieczka się odbyła, poza małym mankamentem, że podróż miała trwać 2h a trwała 3,5.

Miasto bardzo barwne, pełne kolorów, zapachów prze najróżniejszych potraw. Przewodnik mówił w języku francuskim i angielskim, także przekładałam mamie na polski co mówi.

Najpierw byliśmy w ogrodzie Menara, ulubionym miejscu mieszkańców na niedzielne popołudnia.


Byliśmy w dawnym pałacu 'BAHIA”, różne mozaiki na ścianach, bardzo dużo pomieszczeń, ale ogólne wrażenie takie sobie.

 


Później obiad w typowo marokańskiej restauracji i resztę czasu spędziłyśmy na targu nieopodal meczetu Koutoubia. No i powrót znów 3,5h, był to wyjazd jednodniowy więc dużo się nie udało zobaczyć, ale zawsze dobre to i to. Do Cassablanki podróż trwała ok.6h nie organizowali jednodniowych a niestety nikt nie był chętny na 2dniową, jednotygodniowy wyjazd jest zdecydowanie na to za krótki.

 

Podsumowując Maroko, polecam i na wypoczynek i na zwiedzanie. Jadąc miałam raczej dystans czy na pewno będzie mi się podobał ten kraj, ale jak najbardziej przypadł mi do gustu.

 

Trochę zdjęć z codziennego życia:

***

***

***

***

 

Ocena kraju: 8/10

22:07, patilove89 , Maroko
Link Dodaj komentarz »
Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę