czwartek, 10 października 2013
No to Ibiza.

Po egipskich i marokańskich wakacjach nadszedł czas powrócić do lubianej prze mnie Hiszpanii, ale tym razem nie Kanary, nie Majorka a Ibiza była moim celem. Rozkoszując się wygodnymi fotelami w AirBerlin jeszcze nie wiedziałam, że przez 7 nocy na Ibizie, ani jedna nie będzie w pełni przespana...

 

 ***

 „Lećmy na Ibizę”- zakomunikowałam pewnego dnia K., która w ciągu nie całej minuty się zgodziła, do planowanego terminu wyjazdu zleciało bardzo szybko, już siedzimy w pociągu, jedziemy na Tegel, lecimy na Ibizę, jedziemy do hotelu.

Znów się udało, zamiast ekonomicznych, które wykupiłyśmy dostałyśmy apartament z widokiem na morze, pokój genialny, wszystko genialne, prócz sąsiadów. Ibiza bardzo, ale to bardzo podobna do Majorki, promenada, bary, dyskoteki, jedyną dość istotną różnicą jest to, że Majorka to Niemcy, Ibiza- Angole. I zdecydowanie wole Niemców, niż hałaśliwych Anglików, którzy nie dawali spać... tak tak na Ibizie spać to wstyd, a ściany w hotelu były z papieru.

 

Z racji „50-cio eurowych” wstępów do klubów, byłyśmy tylko 2 razy na dyskotece, którą ponoć dobrze jest odwiedzić, udało nam się trafić na tanie bilety na promenadzie i tak o to do Space weszłyśmy za „tylko” lub „aż” 20euro a do Pachy za 30euro. Nie licząc, że kluby były po drugiej stronie wyspy i trzeba było dojechać autobusem lub taksówką. Zazwyczaj jeździły discobusy, ale ostatni był 30.09 czyli za wcześnie o 3 dni.

 

Najpierw pojechałyśmy orientacyjnie znaleźć niby najsławniejszą na Ibize plażę „Playa de'n Bossa” i taki niby słynny niby nie klub plażowy „Bora Bora”. Szału nie było, choć ludzie się bawili. Na mnie wrażenia ani klub ani plaża nie zrobiły, więc nie polecam.


 

Przy naszym hotelu także odbywała się tzw. "impreza na basenie", mieszkańcy hotelu mieli wejście za darmo, a pozostali musieli płacić 15euro, żeby wejść, muzyka na żywo, drogie drinki czyli standard.



Parę dni później, gdy zdążyłyśmy już złapać trochę Hiszpańskiej słońca, odwiedziłyśmy inna dyskotekę -SPACE


 

Space robił wrażenie, 5 sal, masa ludzi (impreza zaczyna się ok 2-3 w nocy a kończy nawet o 8). Wystrój naprawdę na poziomie, tylko jedno „ale”, jakie? Nie lubię techna, trance itd., nie umiem się przy tym bawić a więc moją największą „atrakcją” było zwiedzanie klubu, Najwyżej była sala bez dachu i można było pooglądać lądujące samoloty (lotnisko zaraz za klubem), które „prawie” przelatywały nad głową.

 

 


Największy minus jaki można przypisać „tej” lub nie tylko właśnie „tej” dyskotece to „Tabsy”, na takich dyskotekach były chlebem powszechnym i Angole wcale się z tym nie kryli, dzieląc się tabletką na parkiecie, a raczej Apap to nie był...

 

Po wypadzie do Space, odpoczywałyśmy dobrych parę dni, w przed ostatni dzień wybrałyśmy się w rejs na Formentere, mała wyspa nie daleko Ibizy, płynęłyśmy ok 1h a fale prawie przewróciły naszą łódź, ale było warto, wypożyczyłyśmy skuter, ja nie wzięłam prawka, K. nie umie jeździć, na mapie się nie znamy, ale dałyśmy radę, byłyśmy na 2 plażach, które były piękne, woda niczym z oceanu Indyjskiego- bajka. Spędziłyśmy tam prawie cały dzień, wieczorem zmęczone i głodne wróciłyśmy do hotelu, tego wieczoru miałyśmy wybrać się do Amnesti, ale nie miałyśmy na to siły.

 

 


W ostatnią noc wylądowałyśmy w Pacha, tym razem taksówką, bo discobusy się skończyły. Klub fajny, choć dużo mniejszy od Space, ale muzyka.. no niestety nie dla mnie, znów się nie pobawiłam, jeśli ktoś nie lubi takiej muzyki nie ma co iść do takich klubów, chyba, że jest koncert typu Guetta, wtedy tak.


Ponoć zachody słońca na Ibize są sławne, ludzie zbierają się w jednym miejscu w San Antonio, gdzie wspólnie czekają na zachód słońca, i faktycznie robił wrażenie.

 


 

Ale byłam, zobaczyłam i wróciłam:)

 

Ocena:

8/10

13:32, patilove89 , Ibiza
Link Dodaj komentarz »
Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę