piątek, 04 kwietnia 2014
Made in China- czyli 8 dni w państwie środka

Będąc obiektem zainteresowania na placu Tiananmen, zastanawiałam się czy kiedykolwiek ci ludzie widzieli czlowieka z Europy. Kolejka ludzi którzy chcieli zrobić sobie z nami zdjęcie mnie zadziwiała, byliśmy jak małpki w zoo, które  były wytykane palcami. Co jest z tym krajem? Czy naprawdę nie widzieli „białego” człowieka?

 

 

***

 

Tak to się zaczeło...
Pomysł podróży do tego kraju padł na początku 2013 roku, jako, że nie miałam z kim jechać, rozpoczęłam swoje poszukiwania na portalach i forach podróżniczych. No i tak trafiłam na nową duszę podróżniczą E. Ze względu na atrakcyjną cenę nie było na co czekając i już w lipcu '13, zapisałyśmy się na 23.03.14 na wyjazd do Pekinu. Z racji na inne wycieczki po drodzę nie myślałam zbytnio o tym wyjeżdzie. Ale na miesiąc przed gdy przyszło załatwiać wizę dotarło do mnie „lecę do Chin, tak do Chin”. Było to dla mnie takim samym szokiem jak wówczas gdy pewnego maja leciałam na Malediwy.Do stolicy dotarłam dzień wcześniej, wylot miałam w niedziele ok.15, linie lotniczne nasz polski LOT, samolot Boeing 787 Dreamliner. Gdy dowiedziałam się, że lecę tym właśnie samolotem nie wiedziałam czy cieszyć się czy nie. Dużo słyszało się ostatnim czasem o usterkach. Z godzinnym opóźniemiem weszliśmy na poklad. No nie powiem, samolot robi wrażenie, nowoczesny, wygodny, duży, nic dodać nic ujać, bardzo mi się podobał. Lot Wawa-Pekin trwał 7h45, czyli bardzo krótko. Z powrotem jednak leci się już 9h15.Ten samolot mogę porównać jedynie z katarskim airbusem lub airbusami airberlin. Aczkolwiek moim zdaniem i tak wypada lepiej. Myślę, że mogę polubić Boeingi.

 




Pekin.
Pierwsze wrażenie, ogromne miasto, masa ludzi, straszne korki, smog przeogromny, codziennie zasłaniał nam całe niebo, początkowo myśleliśmy, że to mgła.

 

 

 Chińczyki, Chińczyki, Chińczyki i Chińczyki... do tej pory zamykając oczy widzę Chińczyków, nie to, że spodziewałam się tam innej narodowości, ale jest i mnóstwo, w sumie mnóstwo to mało powiedziane, mają masę samochodów, miasto totalnie zakorkowane mimo 6 obwodnic i dróg 4-pasmowych. Jeżdżą jak wariaci, chyba, żadne przepisy drogowe ich nie obowiązują. Zaraz po przylocie pojechaliśmy do parku gdzie zbiera się mnóstwo emerytów, którzy na świeżym powietrzu (czyt. smog), ćwiczą, tańczą, grają w jakaś dziwna zośkę.

W ten sam dzień byliśmy na ich stadionie narodowym. Stadion jak stadion fanem ich nie jestem, ale oceńcie sami. 

 

Później był obiad po chińsku, czyli jak jeść pałeczkami i się najeść, po paru próbach szło już lepiej, po paru dniach nabraliśmy wprawy. Cokolwiek jadłam, było dobre, mimo iż mało rzeczy mi smakuje tam smakowało mi wszystko.

 

 

Popołudniu zakwaterowanie w hotelu, hotel był super, miał 4* i był „prawie” w centrum Pekinu. Spodziewałam się dużo gorszego standardu i zostałam pozytywnie zaskoczona. Ten dzień zakończył się relaksem, czyli spaniem ile można, 7h różnicy czasowej dało się odczuć. Na drugi dzień od rana zwiedzanie, praktycznie każdego dnia zaczynaliśmy o 7:30, mimo że kładłyśmy się ok 24, nie miałam problemu ze wstaniem rano. Na drugi dzień byliśmy w zoo  gdzie główną atrakcją była panda. Symbol Pekinu. Strasznie mi było jej szkoda zamkniętej, nie przepadam za zoo bo szkoda mi tych zwierząt, które się tam męczą. Sama Panda...cóż jak panda.

 

W zoo były jeszcze wilki, lisy i małpy. Wszystkich mi szkoda więc średnio mi się podobało. Nie będę pisać w który dzień co zwiedzaliśmy bo nie pamiętam, napisze tylko co było i co mi się podobało. Zakazane miasto- w miarę mi się podobało, aczkolwiek wszystkie te domki wyglądały tak samo, więc w gruncie rzeczy wystarczyłoby zobaczyć pierwsze dwa, a było ich bodajże 12. Czyli długa droga aby dojść do ostatniego budynku.

 

Mur Chiński, super, ale trzeba mieć dobrą kondycje bo niektóre części muru są prawie pionowe, wybraliśmy na dodatek drogę bardziej stromą bo było mniej ludzi.

 

 

 

Świątynia nieba, trochę różniła się od pozostałych, aczkolwiek w środku podobnie.

 

Wszystkie inne świątynie wyglądały tak samo. Chyba jednak mur podobał mi się najbardziej. Ogólne wrażenie Chin jest dosyć ciekawe, dziwny kraj, na zakupy super, aczkolwiek ceny nie są jakieś specjalnie niskie, zależy co chcę się kupić. Uważają się za naród lepszy od innych, państwo środka, my jesteśmy tylko białymi diabłami w Europy z zadartym nosem. Przejście przez ulicę to nie lada wyczyn, nikt się nie zatrzyma widząc pieszego, nawet jeśli idzie on po pasach. Mnóstwo aut, wieczne korki. Chińczycy kupują auta, którymi mogą jeżdzić w dni parzyste lub nieparzyste. Jeśli ktoś ma auto z tablicą rejestracyjną na dni parzyste, w dni nieparzyste nie może nim nigdzie jechać, miało to zapobiec strasznym korkom aczkolwiek nie udało im się to do końca, ponieważ rodziny kupują po dwa samochody aby jeżdzić codziennie. Miasto ma 6 obwodnic, drogi 4 pasmowe a tak czy siak cały czas jest korek. Przez wszystkie dni na niebie był smog, dopiero na  weekend gdy chińczycy wyjechali poza miasto nieba nieco się rozjaśniło. Wyjazd był bardzo fajny, fajnie jest zobaczyć kraj, tak odległy od naszego, tak różny, więc jeśli ktoś będzie wybierał się do Chin, szczerze polecam, ale nie na dłuższą metę bo mogą oni zamęczyć człowieka;) 

###


10:21, patilove89 , Chiny
Link Komentarze (1) »
Następna planowna podróż: Dużooo nas było... Liczniki


...







How Well Do You Know Your World?


Wyświetl większą mapę